No czeeeeeść wszystkim :3 Jest to moje pierwsze opowiadanie, więc liczę na to, że mi pomożecie w ocenie tego wszystkiego :D Miłej lekturki życzę :3
- Młody! Chodź tu na chwilę! - krzyknąłem w górę schodów z wyczuwalną w moim głosie nutką zdenerwowania. Wiedziałem, że za moment zejdzie, ale ze zniecierpliwieniem zacząłem stukać paznokciami o blat.
- L! Dlaczego znowu budzisz wszystkich swoimi wrzaskami?! - usłyszałem głos Sungyeol'a, który po chwili wszedł do kuchni. - Co on znowu nawypra... Ouuuuu... Dobra, nie było pytania. - odwróciłem się w kierunku wejścia i zobaczyłem chłopaka, który jeszcze przed chwilą darł się na mnie, że wszystkich budzę, chociaż jak zauważyłem, obudził się jedynie on.
Po chwili obaj usłyszeliśmy szybkie kroki na schodach i zobaczyliśmy uśmiechniętego od ucha do ucha maknae.
- No co jest? - spojrzał na mnie i od razu uśmiech zszedł mu z twarzy. - No ale ja tutaj tak nie nabrudziłem! Dlaczego wszystko jest zawsze na mnie? - powiedział z wyrzutem i tupnął nogą ze złością jak małe dziecko, którym w każdym bądź razie jeszcze był.
- No to niby kto? - uniosłem jedną brew w górę.
- No... Yyyy... To znaczy... No dobra, to ja... - w jego głosie można było usłyszeć skruchę. Opuścił głowę i stał tak przez chwilę, ale już po chwili biegał po całym domu i błagał wszystkich, żeby pomogli mu w sprzątaniu całego tego syfu, który narobił, jednak tak jak można było się tego spodziewać, wszyscy mieli jakieś swoje własne wymówki. Zrezygnowany wrócił do kuchni i usiadł na czymś, co wyglądało jak krzesło. Spojrzałem na jego smutną minkę i westchnąłem.
- Dobra, pomogę Ci, ale nie myśl, że tak będzie zawsze. - Sungjong od razu się rozchmurzył i rzucił mi się na szyję, ściskając w geście podziękowań.
- Myungsoo-hyung, ratujesz mi życie. - stanął przede mną z tym swoim słodziutkim uśmieszkiem, który pokazywał zawsze, kiedy był za coś wdzięczny. - Bez Twojej pomocy pewnie sprzątałbym tu przez tydzień.
- Następnym razem jak zrobisz taki bałagan, to choćbyś miał sprzątać przez tydzień, to będziesz tu sprzątał. - mówiąc to starałem się zachować powagę, ale gdy zobaczyłem jak radykalnie zmienia się wyraz jego twarzy wraz z wypowiadanymi przez mnie słowami, nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem.
- Nie zrobisz mi tego hyung! - wykrzyknął z rozpaczą.
- Oj, przecież wiesz, że żartuję. Zawsze któryś z Twoich hyung'ów Ci pomoże. - uśmiechnąłem się do niego i zmierzwiłem mu włosy.
Wszyscy zawsze litowaliśmy się nad nim, wyręczaliśmy we wszystkim i pomagaliśmy. Czuliśmy taką potrzebę, bo przecież jest z nas wszystkich najmłodszy. Czasami udało mu się tak owinąć nas wokół palca, że skakaliśmy przy nim jak służące, a on to bezczelnie wykorzystywał. Mały spryciarz.
- Koniec tego dobrego. Przynieś jakieś ścierki, mop, płyn do podług, wiadro z wodą i wszystkie inne rzeczy, które wydadzą Ci się tutaj potrzebne. - zasalutował mi jak w wojsku i od razu pobiegł po wszystkie te przedmioty, które mu wymieniłem.
Jeszcze raz rozejrzałem się po kuchni i dopiero teraz zacząłem zastanawiać się, co on takiego tu w ogóle zrobił. Miałem ochotę wyszarpać go za te jego ułożone włoski, żeby zapamiętał, że ma nie brudzić tutaj, a jak już chce coś zrobić, to chociaż poprosić któregoś z nas, żeby mu pomógł... Ale to było jedna z jego cech. Zawsze chciał robić wszystko sam. Za każdym razem próbował pokazać nam, że potrafi sam sobie poradzić, ale nigdy mu to nie wychodziło, bo wiecznie coś zepsuł.
- Przyniosłem wszystko! - radosny krzyk maknae wyrwał mnie z rozmyślań. Podszedłem do niego, żeby przyjrzeć się rzeczom, które przyniósł i zobaczyć czy czegoś nie zapomniał. Oczywiście, że zapomniał i to o najważniejszej rzeczy.
- A wiadro z wodą to samo się przyniesie? - spojrzałem na niego pytająco.
- Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. - uderzył pięścią w otwartą dłoń. - Poczekaj, zaraz przyniosę. - kolejny raz zniknął za drzwiami.
Zawsze taki roztrzepany. Mówił dużo i czasami nieskładnie, przez co nie dało się czasami kompletnie go zrozumieć. Robił kilka rzeczy naraz i w większości przypadków ich nie kończył i kończyli to za niego jego hyung'owie... W sumie ja najczęściej. Mimo tego jego nieogarnięcia, to on pomagał wszystkim członkom zespołu, gdy mieli jakieś problemy życiowe. Był takim naszym prywatnym psychologiem, a równocześnie przytulanką.
- Hyung! - odwróciłem się i spojrzałem na niego z przerażeniem.
- Boże... Sungjong, wystraszyłeś mnie. - odetchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem, że to jedynie on. - Przepraszam, zamyśliłem się.
- A nad czym myślałeś? Jakaś dziewczyna zaprząta Ci głowę? - wyszczerzył swoje białe ząbki, ale gdy zobaczył mój prawie morderczy wzrok, od razu się zreflektował. - Dobra, nie ważne... Przyniosłem wiadro. - wskazał na jedyny w miarę czysty kawałek podłogi.
- Ok, to może najpierw zbierz spod zlewozmywaka te kawałki potłuczonych talerzy, bo jak ktoś tu wejdzie to się pokaleczy. Ja zacznę sprzątać na blacie.
- Tak jest, szefie! - zaśmiał się, a przez moje usta przemknął nikły uśmiech.
Sprzątaliśmy tak już od kilkunastu minut, kiedy do kuchni nagle wpadł Sunggyu.
- A tu co się stało? Tornado przeszło? - spojrzał się na mnie, a następnie jego wzrok padł na Sungjong'a. - A no tak... Młody, to pewnie Ty tak nabrudziłeś, co?
- Dlaczego zawsze jak coś się stanie, to wszyscy myślą, że to ja?! - zdenerwował się lekko, przy czym tak uroczo zmarszczył nosek, ale złamał się pod karcącym wzrokiem lidera. - No dobra... Tak, to ja tak nasyfiłem... Wielkie mi co...
Zaśmiałem się sam do siebie. Naprawdę był uroczy gdy się złościł i próbował wszystkich przekonać, że nic złego nie zrobił. Ślicznie marszczył nosek, zaciskał usta i patrzył się na wszystkich zamrużonymi oczami. To wszystko zamiast powodować jakąś ujmę w jego wyglądzie (bo ponoć złość piękności szkodzi ^^), dodawało mu jedynie uroku. Wiem, wiem... Jestem facetem i nie powinienem myśleć tak o drugim facecie. No ale to takie nasze zespołowe dziecko. Z nim nie dało się nudzić.
Podskoczyłem, gdy poczułem jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu, wyrywając mnie z kolejnego w tym dniu już zamyślenia.
- Myungsoo, myjesz ten kawałek blatu już od dobrych pięciu minut. Chyba już zrobiłeś w nim dziurę na wylot tym myciem. - Sunggyu zaśmiał się z własnego żartu i uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, jakby wiedział o mnie coś, o czym ja sam nie wiedziałem.
- Czepiasz się, wiesz? - pokazałem mu język. - A teraz won mi stąd, bo jak widać sprzątamy tutaj. - zacząłem wyganiać go z pomieszczenia. Kiedy już zdołałem wypędzić go z miejsca, w którym pracowaliśmy, stanąłem w drzwiach i zacząłem oceniać ile nam tego wszystkiego jeszcze zostało i ile to może potrwać.
- Jeżeli dobrze nam pójdzie to powinniśmy za niecałe półgodziny skończyć. - uśmiechnąłem się i spojrzałem na młodego, który patrzył się na mnie z otwartymi ustami. - Dlaczego się tak na mnie patrzysz? Coś nie tak? Coś się stało? - podszedłem do niego zaniepokojony i położyłem dłonie na jego ramionach lekko nim potrząsając.
- Nie... Hyung, Ty się uśmiechnąłeś... - przez chwilę dalej patrzył się na mnie ze zdziwieniem, a potem nagle bez uprzedzenia rzucił się na mnie i zaczął się przytulać. - Tak dawno nie widziałem Twojego niewymuszonego uśmiechu.
- Ok, rozumiem, że się cieszysz, ale mógłbyś przestać mnie dusić? Masz więcej siły, niż sam byś pomyślał. - odsunął się ode mnie, a jego twarz pokrył rumieniec zawstydzenia. Nie chcę się powtarzać, ale ten chłopak naprawdę jest uroczy. Dziwię się, że jeszcze nie ma dziewczyny, bo przecież miałby w czym wybierać.
I ta reakcja Sungjong'a... No tak, ostatnio jakoś mało kiedy się uśmiechałem, a kiedy już to robiłem, był to uśmiech wymuszony... Ale chyba nikt normalny nie miałby z powrotu uśmiechu takiej radochy. Nieważne.
- A tak w ogóle, to co Ty tu robiłeś, że było tu tak brudno? - spojrzałem na niego z zaciekawieniem.
- Przecież jutro przyjeżdżają moi rodzice... No i chciałem upiec im tort... Najwyraźniej niezbyt dobrze wychodzi mi obsługa wszystkim w kuchni. - westchnął, a ja zaśmiałem się na widok jego zrezygnowanej miny.
- Nie łatwiej byłoby po prostu pójść do cukierni i zamówić tort?
- Niby tak, ale ja chciałem, żeby to było wyjątkowe, żebym sam to zrobił i oni byli ze mnie dumni. - opuścił głowę.
- Jeżeli chciałeś już sam to zrobić, to mogłeś chociaż poprosić któregoś z nas o pomoc, wtedy na pewno by coś z tego wyszło. - uśmiechnąłem się do niego pokrzepiająco i zmierzwiłem jego czuprynę, na co od razu się rozweselił.
- Może i masz rację. - uśmiechnął się do mnie, a we mnie pojawiło się dziwne uczucie, którego sam nie potrafię opisać. - Dobra, kończmy to , bo będziemy tu sprzątać do jutra. - Zaśmiał się, a jego przyjemny dla ucha śmiech wypełnił całe pomieszczenie. Skinąłem jedynie głową i wziąłem się za dokończenie porządków.
Pracowaliśmy bez słów. Żaden z nas nie odezwał się ani razu. Szkoda... Lubię słuchać jego głosu. Zwłaszcza, kiedy mówi do mnie hyung. Tyle razy mówiłem mu, że może mówić do mnie po prostu po imieniu, bo przecież nie ma między nami wielkiej różnicy wiekowej, bo jedynie rok. On niestety, albo stety, uparł się i od tamtego czasu mówi tak jak najczęściej.
Nie mogę wytrzymać już tej ciszy... Muszę coś w końcu powiedzieć.
- Skończyłeś? - nawet na niego nie spojrzałem.
- Prawie, a Ty hyung? - nie zdążyłem nawet otworzyć ust, żeby coś powiedzieć, gdy usłyszałem, jak przewracają się wszystkie talerze, które były położone na blacie. Na szczęście młody w porę je złapał i żaden się nie potłukł. Oparłem się o szafkę i odetchnąłem z ulgą przymykając oczy.
- Nie przeżywaj tak, to jedynie talerze. - usłyszałem jego głos tuż przy moim uchu i odskoczyłem od niego, gdy tylko otworzyłem oczy. Był blisko... - Nie bój się, chciałem tylko schować te talerze, żeby nie przeszkadzały. - zaśmiał się z mojej reakcji i z mojej pewnie strasznie wystraszonej miny.
Spojrzałem jeszcze tylko raz na niego i chwyciłem mop, którym zacząłem myć podłogi.
- Teraz tak myślę... O której jutro przyjeżdżają Twoi rodzice? - spojrzałem na chłopaka. - Rano czy raczej jakoś popołudniu?
- Mówili, że powinni zjawić się mniej więcej koło 13:00-14:00. - powiedział odwracając się twarzą do mnie. - A dlaczego pytasz?
- Jeżeli już tak bardzo zależy Ci na tym torcie, to możemy teraz iść do cukierni i zamówić, a jutro przed przyjazdem Twoich rodziców go odebrać.
- Naprawdę? Możemy? Byłoby świetnie! - kolejny raz już w tym dniu posłał mi ten swój szeroki uśmiech.
- No to bierz się do sprzątania, a nie patrzysz na tą ścierkę, jakby miała zaraz zamienić się w jakąś księżniczkę Disney'a. - zaśmiałem się.
Po tym komentarzu oboje zabraliśmy się do jeszcze cięższej pracy i w dziesięć minut kuchnia lśniła czystością lepszą, niż gdy przeprowadziliśmy się tutaj z całym zespołem.
- Chłopaki! Młodzi chyba już skończyli! - usłyszeliśmy głos Dongwoo, który prawdopodobnie od dłuższego czasu przyglądał się naszym poczynaniom.
Po chwili słychać było jedynie stukot butów na schodach pozostałej czwórki i ich przepychanie się do kuchni. Kiedy wszyscy weszli, zapadła grobowa cisza, którą przerwał Hoya.
- Ej, to my mamy takie fajne kafelki w kuchni? - zapytał i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Nie no, kawał dobrej roboty odwaliliście. - stwierdził z podziwem Sunggyu i uśmiechnął się do nas, a my odwzajemniliśmy gest. Oczywiście wzrok całego zespołu spoczął na mnie i już wiedziałem, o co im chodzi.
- Myungsoo... Czy Ty się właśnie uśmiechnąłeś? - zdziwił się Woohyun.
- No wreszcie! Już nie mogłem patrzeć, jak chodzisz taki smętny. - wyszczerzył się Dongwoo.
- Dobra, dobra, nie stresujcie chłopaka! - o dziwo powiedział to Sungjong. - Hyung, idziemy do tej cukierni? - zwrócił się już do mnie, a w jego głosie i zarazem w oczach usłyszałem nutkę zniecierpliwienia.
- Idziecie do cukierni? - skinęliśmy jednocześnie głowami. - To możecie kupić ciastka, bo się skończyły. - smutek w głosie Sungyeol'a był tak bardzo wyczuwalny, że żaden z nas nie mógł się powstrzymać przed ponownym wybuchem śmiechu.
- Dobra, chcecie coś jeszcze z cukierni? - spojrzałem na wszystkich po kolei, ale żaden się nie zgłosił. - Ok, to my idziemy. Chodź młody. - ruszyłem w kierunku przedpokoju, wyjąłem buty i bluzę i zacząłem się ubierać.
- Hyung, poczekaj, nie wziąłem telefonu. - maknae pobiegł na górę, ale zaraz wrócił. - Ok, jestem.
- Po co Ci telefon w cukierni? Nigdy nie brałeś telefonu ze sobą na takie krótkie wypady. - spojrzałem na niego, otworzyłem drzwi i przepuściłem go w nich.
- W sumie sam nie wiem, ale pomyślałem, że może lepiej będzie, jak go wezmę. - uśmiechnął się do mnie.
Zamknąłem za sobą drzwi i ruszyliśmy w kierunku cukierni. Na szczęście nie była ona daleko. Po kilku minutach już staliśmy w ciepłym wnętrzu małej cukierni.
- To idź zamów ten tort, a ja pójdę kupić te nieszczęsne ciastka. - jak powiedziałem, tak zrobiliśmy.
Parę minut później wracaliśmy już do domu.
- Nie powiedziałeś mi, jaki wybrałeś ten tort. - spojrzałem na niego.
- Czekoladowo-malinowy. Moja mama taki uwielbia. - uśmiechnął się delikatnie.
Weszliśmy z powrotem do domu i od progu oczywiście zaatakował mnie Sungyeol.
- Masz ciastka? Powiedz, że je kupiłeś, proszę. - spojrzał na mnie wzrokiem proszącego szczeniaczka, choć wiedział, że na mnie ta mina nie działa.
- Masz. - wyjąłem ciastka z papierowej torby. - Tylko nie zjedz ich wszystkich teraz, bo znowu nie będę Ci po nie latał! - krzyknąłem za odchodzącym już wielkoludem.
Rozebrałem bluzę i buty i poszedłem na górę, do swojego pokoju. Od razu rzuciłem się na łóżko i dopiero wtedy poczułem jak bardzo zmęczyło mnie sprzątanie.
Rozejrzałem się po pokoju, w którym też nie było idealnego porządku. Westchnąłem i podszedłem do szuflady, z której wyjąłem czyste bokserki, wyszedłem z pokoju i skierowałem się do łazienki. Nagle jak z pod ziemi przed oczami wyrósł mi Sungjong.
- Hyung... Bo tak sobie pomyślałem, że chyba za to wszystko co dla mnie robisz, powinien Ci się odwdzięczyć, prawda? - spojrzał na mnie zawstydzony, a ja pewnie wyglądałem jak idiota zdziwiony całą tą sytuacją.
- Nie musisz mi się za nic odwdzięczać. - uśmiechnąłem się do niego lekko i, jak to mam w nawyku, zmierzwiłem mu włosy.
- W każdym razie, dziękuję. - przybliżył się do mnie i cmoknął mnie przelotnie w policzek. Po chwili uciekł i zamknął za sobą drzwi do swojego pokoju. Pachniał perfumami... Perfumami, które kupiłem mu na jego urodziny. Nigdy ich przecież nie używał.
Stałem jak przyklejony do podłogi i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nawet nie wiem kiedy wszedłem do łazienki, ściągnąłem z siebie ubranie i stanąłem pod prysznicem. Czułem się, jakby te czynności wymazano mi z pamięci. Umyłem się szybko i poszedłem z powrotem do mojego pokoju. Położyłem się powoli na łóżku dalej nie wiedząc co się ze mną dzieje i dlaczego tak na to wszystko zareagowałem. Może to przez to zmęczenie? Tak, to na pewno przez to. Prześpię się i wszystko już będzie normalnie. Tak więc, dobranoc.