środa, 3 lipca 2013

Uczucia widzą więcej, niż oczy cz.2

Czeeeeść <3 <3
No więc... Mam nadzieję, że podobała Wam się pierwsza część mojego opowiadania i że będziecie śledzić je dalej ^_^
Zapraszam do czytania kolejnego rozdziału! :D



Pustka i niewyobrażalny ból głowy. Czy tak można czuć się we śnie, czy ja już się obudziłem? Hm... Sam nie wiem, ale chyba na razie nie chcę tego sprawdzać. Po co w ogóle tyle o tym myślę? Wzięło mnie na filozofie... Pewnie jest środek nocy. Muszę otworzyć oczy i pójść do kuchni po jakieś tabletki przeciwbólowe, bo mi zaraz łeb rozsadzi.
Niechętnie otworzyłem oczy. Tak jak myślałem. Za oknem jeszcze księżyc w pełni górował na niebie, w pokoju też niewyobrażalnie ciemno. Podniosłem się na łokciach, ale chyba zrobiłem to za szybko, bo przez moją głowę przebiegł jeszcze gorszy ból niż do tej pory. Zamknąłem oczy i wziąłem parę głębokich wdechów, po czym podniosłem się z łóżka i skierowałem do kuchni. Wszedłem do kuchni i otwarłem pierwszą szafkę, w której zazwyczaj trzymaliśmy różne leki. Chwyciłem za jedno z opakowań i wycisnąłem z niego jedną, całkiem sporą tabletkę. Popatrzyłem na nią z niechęcią i zacząłem rozglądać się po ciemnawej, mimo zapalonej lampki, kuchni. Wyciągnąłem rękę po jeden z kartonów soku pomarańczowego, kiedy usłyszałem szuranie. Zamarłem w połowie ruchu i nasłuchiwałem. Każdy normalny człowiek od razu chwyciłby z nóż czy coś takiego i czekał przy ścianie na domniemanego złodzieja. Ja wiedziałem, że to będzie któryś z chłopaków, tylko nie wiedziałem który i tego najbardziej się obawiałem. Usłyszałem kolejne szuranie i przeciągłe ziewnięcie.
- Myungsoo, co Ty tu robisz? - spojrzałem na Woohyun'a, ale on w tym momencie patrzył na trzymaną przeze mnie tabletkę. - Boli Cię głowa? Może zadzwonić po doktora?
- Nie, wszystko ok. Wezmę to i już będzie lepiej. - uśmiechnąłem się nieznacznie w jego stronę i odkręciłem korek od soku. - A tak w ogóle, to dlaczego nie śpisz? - spojrzałem na niego zaciekawiony.
- Sam nie wiem. Jak już zasypiam, to co chwilę się budzę. Jakby coś złego miało zaraz się stać. - westchnął, usiadł przy blacie i oparł sennie głowę na dłoni.
To dziwne, że Woohyun nie mógł spać, bo w zamiłowaniu do snu mógł go pokonać jedynie Sunggyu. Ale nie to mnie zmartwiło najbardziej. Często, a nawet bardzo często, kiedy hyung miał jakieś przeczucia, one się spełniały. Ciekawe o co tym razem będzie chodziło.
- Dzisiaj przyjeżdżają rodzice Sungjong'a, prawda? - z zamyślenia wyrwał mnie jego głos.
- Mhm... - mruknąłem tylko i ponownie spojrzałem na lek, który już po chwili wylądował w moim żołądku. - Nienawidzę połykać tabletek... - powiedziałem bardziej do siebie niż do niego i skrzywiłem się.
- Nie rób takiej miny, bo Ci tak zostanie. - zaśmiał się i powoli wstał. - Idę spać, może mi się uda zasnąć w końcu. Tobie też radzę się położyć, bo nie wypada pokazywać się rodzicom maknae z worami pod oczami. Dobranoc. - uśmiechnął się i poszedł do swojego pokoju.
Oparłem się o najbliższą szafkę. Migrena na razie nie ustawała, a nawet jeszcze bardziej wdawała mi się we znaki. Nawet słabe światło lampki nocnej powodowało u mnie światłowstręt. Westchnąłem i już miałem wracać do swojego pokoju, gdy moją uwagę przykuła mała kartka przyklejona do lodówki.
- Jeszcze wczoraj wieczorem jej tu nie było... - powiedziałem do siebie w zamyśleniu i podszedłem do niej. Odlepiłem karteczkę i oczywiście od razu rozpoznałem zadbane pismo Sungjong'a. Uśmiechnąłem się do siebie, kiedy zauważyłem, że nasz maknae po prostu spisał sobie rzeczy, które miał jeszcze kupić przed przyjazdem swoich rodziców.
Przyczepiłem listę z powrotem na lodówkę i powoli ruszyłem w drogę powrotną do mojego pokoju, przy okazji gasząc lampkę, która tak bardzo mnie drażniła.
Otwarłem drzwi i rzuciłem się na łóżko nie dbając już nawet o to, żeby się przykryć. Prawie od razu zasnąłem, jakbym wziął tabletki nasenne, a nie przeciwbólowe.

~*~

- Hyung... Hyung... Myungsoo-hyung! - słaby krzyk przy moim uchu wyrwał mnie ze snu, a przed moimi oczami zauważyłem zmartwioną twarz maknae. - Musisz mi pomóc.
- Co się stało? W czym Ci pomóc? Nie możesz poprosić kogoś innego? - ziewnąłem i przeciągnąłem się delikatnie.
- No ale wszyscy jeszcze śpią... I tak pomyślałem, że jeżeli obudziłbym kogoś innego, to by mi się dostało... - wyglądał na poważnie zagubionego.
- No dobra. To w czym takim Ci pomóc? - spojrzałem na niego siadając na łóżku. - Chodzi o te zakupy, które musisz jeszcze zrobić przed przyjazdem Twoich rodziców?
- Skąd o nich wiesz?
- Poszedłem w nocy po tabletkę i... - nie zdążyłem skończyć, bo przerwał mi jego zmartwiony głos.
- Tabletkę?! Co Ci się stało hyung? Może trzeba zadzwonić po lekarza?... - sięgał już po telefon, ale w porę go powstrzymałem.
- Nic mi nie jest młody. To był tylko ból głowy. Nic poważnego. - uśmiechnąłem się do niego uspokajająco, na co trochę się rozluźnił.
- No dobrze. To skoro już wiesz o zakupach, to możesz się ubrać i pójść na nie ze mną? - spojrzał na mnie tymi swoimi sarnimi oczami i już wiedziałem, że choćbym chciał, nie wygram z tym dzieciakiem.
- Tak, tak. Pójdę z Tobą, tylko daj mi dwadzieścia minut na ogarnięcie.
- Okej! To ja będę czekał w salonie. - wybiegł uszczęśliwiony z mojego pokoju.
Boże, co ja mam z tym dzieciakiem...
Wstałem, podszedłem do szafy i wyjąłem pierwsze lepsze spodnie i moją ulubioną fioletową koszulkę. Wyciągnąłem jeszcze czyste bokserki i skierowałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i zszedłem na dół do salonu, gdzie czekał na mnie już podekscytowany dzisiejszym dniem Sungjong.
- To idziemy? - stanąłem przy kanapie na której siedział. Odwrócił się i wyszczerzył do mnie te swoje idealnie bielutkie ząbki.
- Tak, chodźmy. - zerwał się czym prędzej z siedziska i prawie że pofrunął do przedpokoju, gdzie szybko założył buty i bluzę. Także wykonałem te czynności, tylko nieco spokojniej.
Nasze kroki skierowały się do centrum handlowego, w którym mogliśmy bez żadnych trudności znaleźć potrzebne nam rzeczy. Po drodze niewiele rozmawialiśmy, a jeżeli już, to w sumie jedynie młody nawijał do mnie o tym, jak bardzo ten dzień musi być wyjątkowy i tak dalej.
Cały nasz zespół znał bardzo dobrze rodziców Sungjong'a, bo nieraz bywaliśmy u nich na obiadach, kiedy jeszcze nie pozwalali mu zamieszkać razem z całym zespołem w naszej dormie. Są to niezwykle sympatyczni ludzie i traktują nas tak, jakbyśmy byli członkami ich rodziny. Są dla nas życzliwi, uprzejmi i przyjacielscy. Szczerze mówiąc nie spotkałem się jeszcze z tym, aby ktoś tak się zachowywał w stosunku do prawie obcych im ludzi. Chociaż my jako Infinite, też jesteśmy sobie obcy, to traktujemy się jak braci.
Rozmyślałem tak do czasu, aż dotarliśmy do zamierzonego miejsca. Weszliśmy i pierwsze co w nas uderzyło, to hałas. Hałas setki głosów. Zastanawiałem się, dlaczego tak dużo ludzi postanowiło przyjść akurat tutaj, zamiast siedzieć na świeżym powietrzu i cieszyć się tak piękną pogodą, jaką nam dzisiaj zaserwowano.
- To po co pierwsze idziemy? - maknae rozglądał się dookoła z zachwytem, jakby pierwszy raz widział na oczy tyle kolorów.
- Nie wiem... Może daj mi tą listę? - wyciągnąłem dłoń w jego stronę, a już po chwili znalazła się w niej mała karteczka. Spojrzałem na nią i zauważyłem, że większość rzeczy, to jakieś soki, ciasteczka ( ulubione mamy Sungjong'a jak się później domyśliłem) i alkohol ( nie wiem po co, ale mniejsza o to). - Dobra, to idziemy na dół do spożywczego, bo w sumie nic innego poza jedzeniem i piciem tu nie ma. - uniosłem na niego wzrok i zauważyłem, że dosyć dziwnie mi się przygląda. - Co jest? Jestem gdzieś brudny?
- Nie, po prostu uroczo wyglądasz jak jesteś taki skupiony. Ślicznie marszczysz nosek. - zaśmiał się złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę schodów prowadzących do sklepu.
A w mojej głowie w tym momencie panował istny chaos.
A może to była pustka?
Już sam w sumie nie wiem. W każdym razie było to trudne do ogarnięcia. Powiedział, że jestem uroczy. Wiele razy już to słyszałem, ale nigdy nie reagowałem tak na te słowa. Może to dlatego, że pierwszy raz wypowiedział je mężczyzna? A dokładniej to chłopak... Dzieciak jeszcze. W sumie... Dlaczego mówię o nim dzieciak, skoro jest ode mnie jedynie rok młodszy?
- Hyung, słuchasz mnie? - dopiero wtedy spojrzałem na chłopaka, który od dobrych kilku minut próbował zwrócić na siebie moją uwagę.
- Tak, teraz już tak. - uśmiechnąłem się.
- Co się dzisiaj z Tobą dzieje? Jesteś taki jakiś nieobecny. Wszystko dobrze? Może źle się czujesz? - chwycił mnie za ramiona i zaczął mną obracać w jedną i drugą stronę, a następnie patrząc mi prosto w oczy. Oczywiście po chwili spłonąłem rumieńcem, czego on będąc tak blisko nie mógł nie zauważyć. - Masz gorączkę? Może jednak jesteś chory? Nagle zrobiłeś się taki czerwony... - spojrzał na mnie smutno, a w jego głosie można było wyczuć kilogramy troski.
- N-nie... Nic mi nie jest, naprawdę... - zacząłem się jąkać i próbować uwolnić z jego uścisku. - Jak dalej będziesz mnie tak trzymał, to mnie zgnieciesz. - zaśmiałem się, po czym szybko mnie puścił.
- Przepraszam. - odsunął się lekko ode mnie. - Zróbmy te zakupy jak najszybciej i wracajmy do domu.
Szybko wpakowaliśmy do wózka wszystkie produkty, które figurowały na liście i poszliśmy z nimi do kasy. Zapłaciliśmy, spakowaliśmy wszystko do reklamówek i z całym wyposażeniem mogliśmy w końcu wrócić do domu.
Weszliśmy do domu i od razu skierowaliśmy się do kuchni, gdzie w końcu mogliśmy odłożyć ciężkie torby i trochę odsapnąć. Usiedliśmy przy stole i napiliśmy się zimnej wody. Dopiero teraz zorientowałem się, że jest tu jakoś nadzwyczajnie cicho.
- Gdzie wszystkich wcięło? - spojrzałem na Sungjong'a, który jedynie wzruszył ramionami sam zainteresowany nieobecnością jego hyung'ów.
Wstałem od stołu i postanowiłem rozejrzeć się po domu. Poszedłem najpierw do salonu, gdzie zazwyczaj wszyscy przebywali, jednak teraz nie było tam ani jednej żywej duszy. Następnie poszedłem szukać na piętro, ale również bezskutecznie. W ogrodzie też nikogo nie było. Gdzie oni wszyscy wyparowali?!
Schodziłem na dół, gdy usłyszałem otwieranie się drzwi frontowych i głos Dongwoo. Oczywiście skierowałem swoje kroki w stronę przedpokoju i co zobaczyłem? Zobaczyłem, jak wnoszą tort, o którym kompletnie zapomnieliśmy.
- Masz szczęście, że koleś z cukierni dzwonił, żeby to odebrać, bo w końcu nikt by tego tutaj nie przytaszczył. - powiedział do mnie Hoya.
Uśmiechnąłem się tylko do wszystkich i podążyłem z nimi, kiedy od razu wnosili tort do salonu i postawili go na środku naszego ogromnego okrągłego stołu. Odpakowali go, a po pokoju rozpłynął się przyjemny zapach świeżych malin.
- No nie mogę... Czy nie możemy zjeść go teraz? - Sungyeol wyglądał, jakby miał zaraz rzucić się na wypiek.
- A czy my wyglądamy jak rodzice Sungjong'a? - Pan Zaraz-Zjem-To-Ciasto spojrzał na nas wszystkich po kolei, ale kiedy miał już odpowiadać rozległ się przeciągły dzwonek do drzwi, a po chwili do tego dźwięku doszedł jeszcze szybki tupot stóp, uderzenie najprawdopodobniej o półkę i skrzypnięcie otwieranych drzwi. Potem widziałem już tylko kilka kolorowych plam, które rzuciły się do drzwi, żeby jak najszybciej przywitać się ze starszymi.
Ja ruszyłem powolnym krokiem nigdzie się nie spiesząc. Wiedziałem, że jakbym poszedł szybciej, to musiałbym się przepychać, a tak będę mógł spokojnie się przywitać. Kiedy wszedłem do przedpokoju, akurat państwo Lee kończyli tą wymianę grzeczności.
- Myungsoo, kochanie, chodź no tu, jak ja Cię dawno nie widziałam. - Pani Lee wyciągnęła ku mnie ręce, uścisnęła mnie i ucałowała w oba policzki. - Zmieniłeś się od poprzedniego razu. Wydoroślałeś.
- Czy ja wiem... - nie lubię być komplementowany. Zawsze wtedy nie wiem co powiedzieć, opuszczam głowę i przez jakiś czas po prostu mnie nie ma.
- Oj, już się tak nie zawstydzaj. - zaśmiała się i poczochrała moje włosy. Z panem Lee jedynie wymieniłem uśmiech i krótkie uściski dłoni. Wszyscy skierowaliśmy się do salonu. Poczułem lekkie ukłucie w bok i zatrzymał mnie Sungjong.
- Nawet ze mną eomma się tak nie przywitała. - pokazał mi język i uśmiechnął się przyjaźnie.
Odwrócił się i wszedł do salonu, a ja stałem cały czas wgapiony w miejsce gdzie przed chwilą stał. Znowu powróciło to uczucie. W sumie jego brak. Nie wiedziałem jak się czuję. Jakby odebrano mi wszystkie emocje i zastąpili je czarną dziurą.
- Myungsoo, chodź tu do nas! - to był chyba głos Sunggyu. Nie umiałem go rozpoznać.
Nogi same poniosły mnie do pomieszczenia w którym wszyscy siedzieli i usiadłem na jednym z wolnych foteli. Spojrzałem na zegar. 17:57... Dopiero. Wszyscy śmiali się, rozmawiali i dopiero wtedy spostrzegłem, że z tortu już nawet niewiele co zostało. Popijali soju, zajadali się ciasteczkami. Tylko ja siedziałem trochę wyobcowany, pogrążony we własnych myślach. Kilka razy ktoś próbował wciągnąć mnie do rozmowy, ale odpowiadałem im tylko zdawkowo.
Wydawało mi się, że minęło najwyżej pół godziny, ale gdy spojrzałem ponownie na zegar wybiła akurat 21:00.
- Mianhae, ja chyba pójdę już się położyć. - powiedziałem i skierowałem się w stronę swojego pokoju, w którym już czekało na mnie moje wygodne łóżko.
Nie mam siły już nawet wziąć prysznica. W sumie nawet mi się już nie chce.
Przebrałem się szybko i wskoczyłem pod kołdrę. Od razu gdy położyłem głowę na poduszce poczułem ulgę. W końcu mogę się zrelaksować i nie myśleć o niczym.
Zacząłem już zasypiać, kiedy ktoś bez pukania wszedł do mojego pokoju. Podniosłem się na łokciach i zlustrowałem postać. Sungjong. Wiedziałem, że to on.
- Hyung, mogę dzisiaj spać u Ciebie? - spojrzałem na niego zdziwiony. - No bo wiesz... Moi rodzice zostają jeszcze na jutro... A nie mieliby gdzie spać... Więc powiedziałem, żeby spali u mnie, a ja pójdę do Ciebie... - zaczął się trochę jąkać i mieszać na co tylko się zaśmiałem i uchyliłem kołdrę, pod którą ten od razu się wślizgnął.
- A właściwie dlaczego przyszedłeś do mnie? - czułem ciepło bijące z ciała chłopaka i dziękowałem za to, że jest tak ciemno i nie widać w tej chwili moich rumieńców.
- No bo wiedziałem, że mi pozwolisz. - nie patrzyłem na niego, ale wiedziałem, że uśmiecha się szeroko. - Hyung...
- Tak? - spojrzałem w jego stronę.
- Mogę się do Ciebie przytulić? Będzie mi się lepiej spało. - powiedział nieśmiało, na co jedynie się uśmiechnąłem i przyciągnąłem go do siebie. Ułożył się wygodnie i wtulił w moją klatkę piersiową.
- Dobranoc hyung.
- Dobranoc młody. - odszepnąłem i zamknąłem oczy z zamiarem udania się do krainy Morfeusza, co niestety mi się nie udało. Czułem jak Sungjong miarowo oddycha w moich ramionach i to mnie trochę uspokajało, chociaż nie wiem dlaczego.
Nie mogłem usnąć, więc zacząłem rozmyślać o różnych, chyba nic nie znaczących, sprawach.  Dlaczego maknae zamówił tort na taką nic nie znaczącą okazję? Dlaczego jego eomma przywitała się ze mną czulej niż z własnym synem? Dlaczego czuję się tak dziwnie w obecności tego dzieciaka?
Usłyszałem westchnięcie i chłopak odkleił się ode mnie i odwrócił plecami. Poczułem się zawiedziony, bo już nie mogłem patrzeć na jego śliczną buźkę. Sam westchnąłem, przejechałem delikatnie dłonią po jego jedwabistych włosach i ułożyłem się wygodnie blisko niego. Czułem zapach jego żelu pod prysznic.
I w takiej pozycji, z nosem niemal przyciśniętym do jego szyi, zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz