Annyeong~ ^^
Przepraszam, że znowu musieliście czekać na rozdział tak długo, no ale moja wena mnie co chwilę opuszcza T_T Mam nadzieję, że teraz rozdziały będą pojawiać się częściej ;w;
No dobra, nie będę Wam tu marudzić XD
Miłego czytania! :3
________________________
- Ucisz się w końcu, bo nas usłyszą.
- Jak na razie to Ty jedynie kłapiesz jadaczką i mnie uciszasz.
Woohyun jedynie spojrzał na Sungyeol'a i znów przykleił ucho do drzwi od pokoju maknae. Młodszy z nich prawie leżał na plecach drugiego, żeby też jak najlepiej słyszeć. Wsłuchiwali się tak już od dobrych 5 minut, ale jak na razie słyszeli tylko jakieś szmery. Nic więcej.
- Mogę wiedzieć, co Wy tu wyprawiacie? - usłyszeli za sobą głos głównego rapera i jak na komendę stanęli na baczność, jakby w ogóle przed chwilą nie robili nic złego.
- My... To znaczy... No oj, wiesz, że jesteśmy ciekawscy. - zaśmiał się Nam i podrapał w tył głowy. Dongwoo zmierzył ich wzrokiem od stóp do głów i jedyne co zrobił, to wskazał ręką w stronę schodów. Obaj wokaliści westchnęli i skierowali się do swoich pokoi.
- Eh, jak dzieci... - Jang pokręcił głową zrezygnowany i postanowił wybrać się na spacer. Wiedział, że u dwóch najmłodszych członków zespołu, rozmowa którą właśnie przeprowadzali, może być znacząca w ich dalszych losach.
Zszedł na dół, chwycił bluzę i wyszedł. Od razu uderzyło go zimne powietrze, więc czym prędzej zaczął ubierać swoją bluzę. Rozejrzał się po okolicy i ruszył przed siebie. Nie miał konkretnego celu, więc po prostu szedł. Szedł, aż nie dotarł do swojego ulubionego miejsca w parku. Jak zwykle nie było tam żywej duszy. Słychać było jedynie szelest liści poruszanych na wietrze. Usiadł na ławce, zamknął oczy i po prostu wsłuchiwał się w ciszę. Uwielbiał tu przychodzić. Nie musiał wysłuchiwać narzekań Sungyeol'a na brak słodyczy i idiotycznych komentarzy Woohyun'a na wszystko co się rusza. Westchnął i lekko wzdrygnął się, gdy wiatr przybrał na sile i uderzył prosto w niego.
- Mogłem ubrać coś cieplejszego. - powiedział sam do siebie. Nagle usłyszał cichy śmiech.
- No mogłeś. Nikt nie zabraniał Ci wziąć czegoś innego, niż ta bluza. - Hoya usiadł obok, nawet na niego nie patrząc. - Teraz byś się przynajmniej nie kłócił z żadnym z nas, że jest zimno. - znów się zaśmiał, a po ciele Dongwoo przebiegły przyjemne dreszcze.
- No chyba nie. Co Ty tu w ogóle robisz? - obrócił się w jego stronę i spojrzał wprost w świdrujące go oczy Howon'a. Odsunął się lekko.
- Martwiłem się. Byłeś smutny kiedy wychodziłeś. - Jang nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś tak patrzy w jego oczy.
- To nic takiego. - uśmiechnął się delikatnie i odwrócił wzrok.
- No dobrze. Wracamy do domu czy będziemy tu jeszcze tak siedzieć? - głos Lee zdecydowanie się rozweselił.
- Chcesz tu ze mną siedzieć?
- A dlaczego miałbym niby nie chcieć? - zaśmiał się po raz kolejny w ciągu tych kilku minut. Dongwoo już się nie odezwał, jedynie uśmiechnął do swojego towarzysza i ponownie zamknął oczy.
~*~
Czyli jednak można płakać nawet o tym nie wiedząc. A cały czas zastanawiałem się, jak można nie wiedzieć, że się płacze. Trochę mnie to wszystko śmieszy. Ale rozbawienie zdecydowanie jest zagłuszane przez strach. Okropny strach, którego nie potrafię się pozbyć. Sungjong stoi cały czas przede mną ocierając płynące mi po policzkach krople, ale to na niewiele się zdaje.
- Jeżeli to wszystko jest dla Ciebie takie trudne, to może jednak powstrzymaj się od mówienia mi tego i przemyśl tą sprawę jeszcze raz w spokoju? - nie dość, że troskę słychać było w jego głosie, to także widać ją było w jego oczach.
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego on ma takie jasne oczy. Były czekoladowe, a nie ciemnobrązowe jak większości Koreańczyków. Owszem, czasami nosił soczewki, które mu rozjaśniały tęczówki, ale w tej chwili nie miał ich na sobie. Nagle wzięło mnie na rozmyślania? Kim Myungsoo, ogarnij tyłek i rusz ze sprawą do przodu.
Opuściłem głowę i wziąłem głęboki oddech. Spojrzałem znów w jego oczy, a cała odwaga, którą przed chwilą zbierałem z podłogi postanowiła chyba zrobić sobie wakacje i pójść powylegiwać się na plaży. Mam dość. Westchnąłem i przestałem powstrzymywać drżenie, które od dobrych paru minut mnie męczyło. Trząsłem się okropnie. W sumie można by było pomyśleć, że mam padaczkę... Mniejsza o to.
Maknae złapał mnie za ramię i posadził na łóżku.
- Przestań płakać, proszę Cię. Nie potrafię patrzeć na Twoje łzy. To boli. - jego głos się załamywał.
- Mianhae... Próbuję przestać, ale nie potrafię. - jedyne na co teraz mnie było stać, to ten szept. Nic innego nie potrafiło wydobyć się z moich ust. Zacisnąłem palce na kołdrze i przygryzłem dolną wargę. Myślałem, że może to pomoże mi zapanować na tymi nieznośnymi słonymi kroplami.
- Sungjong, j-ja... - no i oczywiście ktoś nie pozwolił mi skończyć.
Drzwi otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wpadł rozhisteryzowany Sungyeol.
- Młody! Zrób coś dla mnie i... - w tej chwili jego wzrok padł na mnie. - L? Dlaczego płaczesz? Coś się stało? - nie nadążałem nawet za tempem zadawanych przez niego pytań.
- Yeol, możesz nas zostawić na chwilę samych? - maknae spojrzał w jego stronę.
- A-ale ja chciałem, żeby ktoś szedł po ciastka... - w jego głosie było słychać nutkę zawodu.
- Sam sobie idź. Bozia nóżki i rączki dała? - mój rozgniewany już w tym momencie wzrok padł na zdziwionego całą sytuacją "ciasteczkowego potwora". Chyba naprawdę zacznę się tak do niego zwracać.
- No ale mi się nie chce... A Wy zawsze jesteście tacy pomocni... No pomóżcie przyjacielowi w potrzebie. - teraz zaczął błagać. Młodszy zwinnie wykopał go z pokoju.
- Czasami naprawdę nie wiem, co zrobić z tym gościem.
- Sprzedać do cukierni. Tam pewnie lepiej by się nadawał. - po tym stwierdzeniu obaj zaczęliśmy się śmiać. Po czym po prostu wstałem i skierowałem się w stronę drzwi. Położyłem rękę na klamce, ale zatrzymał mnie jego głos.
- A co z Twoim wyznaniem?
- Chyba muszę jeszcze do niego dorosnąć. - uśmiechnąłem się lekko w jego kierunku i wyszedłem.
~*~
- No i po co mu podajesz?! Idioto! Mogłeś strzelać! Taka piękna bramka by była...
Już od dobrych 20 minut z rozbawieniem obserwowałem wydzierającego się Sunggyu, który leżąc na kanapie i obżerając się chipsami, oglądał jakiś mecz w telewizji. On był dużo lepszą rozrywką, niż ten kiepski mecz.
- No i co tak krzyczysz i go pouczasz, skoro sam nie umiesz grać? - zaśmiał się Hoya wchodząc do salonu.
- Zamknij się. - Gyu warknął tylko patrząc na niego przymrużonymi oczami. Po chwili znów powrócił do wykrzykiwania swoich uwag. Zapewnił mi przynajmniej rozrywkę na popołudnie.
- Długo on już tak? - spytał tancerz ciężko wzdychając.
- Około półgodziny. - zaśmiałem się.
Pokiwał jedynie głową z uśmiechem i rozsiadł się w fotelu obok mnie. Nagle mnie olśniło.
- Hyung, gdzie byłeś? Przez jakiś czas Cię nie było. - spojrzałem na niego. Miał zamknięte oczy i wyglądał trochę, jakby zasnął.
- Byłem się przejść. - nic więcej nie powiedział.
Posiedziałem tam jeszcze trochę i postanowiłem także w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza. W progu minąłem Sungyeol'a, który posłał mi mordercze spojrzenie i mruknął pod nosem coś, co brzmiało jak: "Po ciastka to mu się nie chciało iść, a teraz to wychodzić mu się chce." Zaśmiałem się zamykając za sobą drzwi. Ciekawe ile tym razem będzie się wściekał.
Szedłem w stronę parku tak już kilka minut, kiedy zorientowałem się, że mogłem zrobić jedną rzecz, a mianowicie wziąć ze sobą aparat. Dawno nie fotografowałem. Wróciłem się szybko do domu, wskoczyłem szybko po schodach, chwyciłem urządzenie i wyszedłem znowu zanim ktokolwiek zdążył zorientować się, że w ogóle do niego wszedłem.
Kroczyłem dobrze mi znanymi ścieżkami w parku. Zbyt wielu ludzi tu nie było, co mnie lekko zdziwiło, bo w każdym bądź razie to park. Powinny kręcić się tu dzieci, zakochane pary, samotnie spacerujący ludzie, ale jak na razie minąłem jedynie jakąś starszą panią niosącą zakupy.
Skierowałem się w moje ulubione miejsce. W miejsce, gdzie nikt nie chodzi, bo każdy się boi. A dlaczego się boją? Bo łatwo tam wpaść do stawu, który jest w pobliżu. A miejsce jest usytuowane na stromej górce. Niech wszyscy, którzy boją się tam chodzić żałują. Nigdy nie zobaczą tych widoków. Odbijających się promieni od tafli czystej wody. Nie usłyszą szelestu liści na wietrze w tym miejscu.
Usiadłem na samym końcu "prawie przepaści". Nie było to takie strome, jak wydawało się ludziom. Normalna górka w parku. Nic nadzwyczajnego. A może jednak? Nadzwyczajna była ta cisza, którą dało się pochłaniać każdą komórką swojego ciała. Odetchnąłem głęboko i uniosłem głowę w górę.
Wyciągnąłem rękę po lustrzankę, ustawiłem ostrość i zacząłem robić zdjęcia wszystkim i wszystkiemu. Drzewom, ludziom w oddali, budynkom, wodzie, zwierzętom itd. Oczywiście coś musiało przerwać tą sielankę i scenę rodem z jakiegoś filmu romantycznego, gdzie zaraz wpadłaby jakaś dziewczyna pytając, czy może się przysiąść. Na samą myśl o takim przereklamowanym gównie przebiegły mnie ciarki.
I znowu ten odgłos. Jakby szczeknięcie. Albo miauknięcie? W każdym razie któreś z tych.
Poszedłem w stronę dochodzącego dźwięku, którym w tym momencie było skomlenie. Przynajmniej byłem pewny, że to pies, szczeniak raczej. W końcu go zauważyłem. Mały szczeniaczek Labradora przywiązany sznurem do drzewa siedział w pudle i patrzył się na mnie tymi swoimi czarnymi oczami. Kucnąłem w bezpiecznej odległości od niego.
- Cześć mały. Nic mi nie zrobisz? - mówiąc to powoli wysuwałem do niego rękę, a on nawet o centymetr nie zmienił swojego położenia. Dalej siedział i się patrzył. - Nic Ci nie jest? - w końcu go dotknąłem, a on szczeknął radośnie. - No to już przynajmniej wiem, co z Tobą zrobię. - zaśmiałem się.
Czym prędzej odwiązałem sznur od drzewa i wziąłem psiaka na ręce.
- Gyu raczej nie będzie zadowolony z nowego lokatora. - uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem w drogę powrotną z nowym znaleziskiem.
~*~
- Myungsoo? Gdzieś Ty był tyle czasu? Myśleliśmy, że... - urwał główny tancerz przenosząc wzrok z mojej twarzy na zwierzę spoczywające w moich ramionach. - Co to?
- Głupie pytanie. Nie widać, że pies? - spojrzałem na niego jak na debila.
- No tyle to widzę, ale co on tutaj robi? - wskazał na niego palcem. Nie wiem czy był bardziej zaciekawiony, zdezorientowany, zainteresowany, czy zdenerwowany.
- Jak na razie nie robi nic, bo śpi. - zaśmiałem się widząc, że powoli wyprowadzam go z równowagi. Spojrzał na mnie jedynie przymrużonymi oczyma.
- Wiesz, że Sunggyu może się nie zgodzić na niego, prawda? - pokiwałem głową. - Dlaczego nie zaprowadzisz go do schroniska?
- Nie ufam im. - powiedziałem jedynie, minąłem go i skierowałem się do swojego pokoju. Niestety zanim zdążyłem otworzyć drzwi dopadł mnie Woohyun. Raczej napadł. W sumie rzucił się na mnie.
- Pieees!!! O mój boże, jaki on jest słodki! Taki tulaśny! - ten koleś chyba lubił tarzać się po podłogach, bo teraz znowu leżał na podłodze i tarzał się po niej jak umysłowo chory. - Tylko dlaczego on tutaj jest? - spojrzał na mnie.
- Nie mogłem go przecież zostawić całkiem samego w parku bez jedzenia i wody, do tego przywiązanego do drzewa. - westchnąłem.
- Chcesz go zatrzymać? Wiesz jak przekonasz Sunggyu? Jak go nazwiesz? Chyba, że ma już jakieś imię... Nie, chyba nie. To jak będzie? Będę mógł z nim wychodzić na spacery? - widać Nam nieźle się napalił na futrzaka w domu. Podniosłem ręce w obronnym geście, żeby przestał zasypywać mnie pytaniami.
- Na razie muszę wymyślić jak powiem to liderowi. - westchnąłem i spojrzałem na szczeniaka, który teraz już całkowicie rozbudzony gryzł nogawkę spodni wokalisty.
- Zostaw to mnie. - wyszczerzył się i stanął na równe nogi. - Ja się nim zajmę. - to powiedział już z bardziej chytrym uśmieszkiem, co trochę mnie wystraszyło. To nie znaczyło nic dobrego.
Po chwili zostałem sam. Otworzyłem drzwi, a maluch od razu wskoczył do pokoju. Usiadłem na łóżku i obserwowałem zwierzę z zainteresowaniem. Nigdy nie miałem psa, kota czy innego zwierzęcia, więc ciekawiło mnie wszystko co robił. Jak wystraszył się swojego odbicia w lustrze, o mało ze śmiechu nie spadłem z posłania. Zaczął polować na rękawy mojej bluzy, które zwisały z krzesła. Takie małe, a tyle radości. W jednym momencie zapomniałem o wszystkim co mnie otaczało i miałem jedynie radochę z tego pociesznego psiaka.
Imię... On musi mieć jakieś imię... To pies, więc chyba będzie mi łatwiej wymyślić jakieś imię, niż dla suczki.
- Hyung, słyszałem, że przyszedłeś. - Sungjong wszedł do pokoju i spojrzał na małą kudłatą kulkę, która wciąż próbowała doskoczyć do bluzy.
- No jak widać jestem. Potrzebujesz czegoś? - spojrzałem na niego. Miał rozczochrane włosy i wyglądał, jakby dopiero przed chwilą się obudził. - Stało się coś? Wyglądasz niezbyt ciekawie.
- Chciałem tylko zobaczyć czy wszystko w porządku. - kucnął obok psa i wyciągnął do niego rękę, na którą tamten zaraz się rzucił. - Jak się nazywa? - w końcu spojrzał na mnie. W jego oczach teraz widziałem radość.
- Jeszcze nie mam dla niego imienia. - westchnąłem. - Woohyun poszedł przekonać Sunggyu, żeby pozwolił w ogóle na psa w dormie.
- Jak Woohyun-hyung poszedł, to na pewno się zgodzi. - zaśmiał się. Czy tylko ja nie wiedziałem dlaczego Nam zawsze potrafił wszystko wyciągnąć, wymusić, wybłagać z Gyu? A może po prostu jestem taki ślepy?
- Gdzie go znalazłeś? - Sungjong oparł się plecami o moje łóżko tuż obok miejsca gdzie siedziałem, a malucha wsadził sobie na kolana. Zacząłem mu opowiadać o tym incydencie, a on jedynie czasami przytakiwał. Nie patrzył na mnie. Ani razu na mnie nie spojrzał. Dlaczego tak bardzo to przeżywałem? Nie mogłem znieść tego, że na mnie nie patrzy. Odkąd wszedł do mojego pokoju minęło jakieś półgodziny, a jego wzrok spotkał się z moim tylko raz. Dlaczego?
- No i załatwione! Piesek zostaje u nas. - drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł uradowany Woo, a za nim Sungyeol i Sunggyu.
- Jaki on mały! - w oczach wszystkich trzech zobaczyłem błysk radości.
- To chyba będzie taka nasza mała pociecha. - zaśmiał się lider.
Pociecha...
- Mam chyba pomysł na imię. - powiedziałem. - Wilo.*
Podniosłem wzrok i spojrzałem na wszystkich z osobna. Przez chwilę panowała cisza, a następnie wszyscy z uśmiechem zaczęli mi przytakiwać. Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem ukradkiem na Jongiego. Nie patrzył na mnie.
~*~
Błoga cisza. Nikt nie wrzeszczy, nie trzaska drzwiami. Przygarnięcie tego psa było jednak dobrym pomysłem. Prawie wszyscy aktualnie wyszli z nim na spacer. Zostałem tylko ja i maknae. Dalej zastanawia mnie jego zachowanie. Dlaczego na mnie nie patrzy? Dlaczego się nie uśmiecha tak jak zwykle? Dlaczego nie chce ze mną rozmawiać? Co ja zrobiłem?
Chyba nie miałem już siły leżeć na tym łóżku, więc postanowiłem pójść do kuchni po coś do picia.
Wyszedłem z pokoju i skierowałem się na dół. Wszedłem do kuchni i chwyciłem ze stołu sok pomarańczowy. Otworzyłem zamrażarkę i wyjąłem lód. Wlałem napój do szklanki, wrzuciłem dwie kostki lodu i podniosłem szklankę do ust jednocześnie obracając się w stronę drzwi. Zamarłem z otwartymi ustami i szklanką w połowie drogi. W drzwiach stał Sungjong ze spuszczoną głową. Odstawiłem naczynie na stół i podszedłem do niego. Położyłem dłonie na jego ramionach, a on wzdrygnął się pod wpływem mojego dotyku.
- Jongie, coś się stało? - mój głos brzmiał delikatnie. Nie umiałem do niego mówić inaczej. Nie potrafiłem na niego krzyknąć, ani nic takiego. Po prostu bałem się, że mógłbym go tym skrzywdzić.
- J-ja... N-nie, chyba n-nic... - odetchnął głęboko i w końcu na mnie spojrzał. Był smutny. W jego oczach nie dało się zobaczyć nic innego poza smutkiem.
- Mów co się stało Jongie, przecież widzę, że coś jest nie tak. - przytrzymałem jego brodę, kiedy chciał ponownie opuścić głowę. - Wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć.
- Tak, wiem, ale... Ja... Ja nie wiem jak mógłbym to wszystko wyjaśnić. - westchnął i na chwilę zamknął oczy.
- Młody, martwię się o Ciebie. Przez kilka godzin mnie unikałeś, nie patrzyłeś na mnie, nie chciałeś rozmawiać, nie uśmiechałeś się, kompletnie nic. - nieznacznie podniosłem głos. - Przepraszam, nie powinienem krzyczeć.
- Nie, to ja przepraszam... Nie powinienem się tak zachowywać. Ale po prostu nie potrafiłem na Ciebie patrzeć. - odwrócił wzrok, a ja zamrugałem kilkukrotnie nie wiedząc czy się przesłyszałem.
- Ale... Dlaczego? - zapytałem już bardziej zasmucony, niż zdziwiony.
Otwierał już usta, żeby mi odpowiedzieć, ale niestety do domu wróciła ta cała hołota.
- Co tu się dzieje? - zapytał zaciekawiony Yeol. - O! Sok! - porwał szklankę i za jednym razem wypił całą zawartość.
- Ej, to było moje. - powiedziałem do niego z wyrzutem.
- Zrób sobie nowe. - pokazał mi język i zaśmiał się wybiegając z pomieszczenia. Prychnąłem tylko i obróciłem się z powrotem w stronę, gdzie stał maknae, ale jego już tam nie było. Słyszałem tylko odgłos jego kroków na schodach. Będę musiał z nim w końcu spokojnie i poważnie porozmawiać, bo chyba nie wytrzymam dłużej takiego stanu rzeczy.
Straciłem ochotę na picie, więc wróciłem do pokoju i ponownie rzuciłem się na łóżko. Nie chciało mi się robić nic. Rozglądałem się po moim pokoju. Z dołu dochodziły odgłosy pozostałych członków zespołu, którzy dalej podekscytowani zachwycali się Wilo.
Co ciekawego jest w tych ścianach, że mnie tak zainteresowały? Albo co ze mną jest nie tak.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem w ich stronę i zobaczyłem Sungjong'a. Bez słowa zamknął za sobą drzwi i położył się obok mnie, wtulając swoją głową w zagłębienie mojej szyi. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
__________
* - wilo (위로) - to po koreańsku pociecha :3 W tłumaczu przetłumaczy Wam to też jako komfort >.<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz