piątek, 30 sierpnia 2013

Uczucia widzą więcej niż oczy cz.4

Annyeong~ ^^
Przepraszam, że znowu musieliście czekać na rozdział tak długo, no ale moja wena mnie co chwilę opuszcza T_T Mam nadzieję, że teraz rozdziały będą pojawiać się częściej ;w;
No dobra, nie będę Wam tu marudzić XD
Miłego czytania! :3
________________________



- Ucisz się w końcu, bo nas usłyszą.
- Jak na razie to Ty jedynie kłapiesz jadaczką i mnie uciszasz.
Woohyun jedynie spojrzał na Sungyeol'a i znów przykleił ucho do drzwi od pokoju maknae. Młodszy z nich prawie leżał na plecach drugiego, żeby też jak najlepiej słyszeć. Wsłuchiwali się tak już od dobrych 5 minut, ale jak na razie słyszeli tylko jakieś szmery. Nic więcej.
- Mogę wiedzieć, co Wy tu wyprawiacie? - usłyszeli za sobą głos głównego rapera i jak na komendę stanęli na baczność, jakby w ogóle przed chwilą nie robili nic złego.
- My... To znaczy... No oj, wiesz, że jesteśmy ciekawscy. - zaśmiał się Nam i podrapał w tył głowy. Dongwoo zmierzył ich wzrokiem od stóp do głów i jedyne co zrobił, to wskazał ręką w stronę schodów. Obaj wokaliści westchnęli i skierowali się do swoich pokoi.
- Eh, jak dzieci... - Jang pokręcił głową zrezygnowany i postanowił wybrać się na spacer. Wiedział, że u dwóch najmłodszych członków zespołu, rozmowa którą właśnie przeprowadzali, może być znacząca w ich dalszych losach.
Zszedł na dół, chwycił bluzę i wyszedł. Od razu uderzyło go zimne powietrze, więc czym prędzej zaczął ubierać swoją bluzę. Rozejrzał się po okolicy i ruszył przed siebie. Nie miał konkretnego celu, więc po prostu szedł. Szedł, aż nie dotarł do swojego ulubionego miejsca w parku. Jak zwykle nie było tam żywej duszy. Słychać było jedynie szelest liści poruszanych na wietrze. Usiadł na ławce, zamknął oczy i po prostu wsłuchiwał się w ciszę. Uwielbiał tu przychodzić. Nie musiał wysłuchiwać narzekań Sungyeol'a na brak słodyczy i idiotycznych komentarzy Woohyun'a na wszystko co się rusza. Westchnął i lekko wzdrygnął się, gdy wiatr przybrał na sile i uderzył prosto w niego.
- Mogłem ubrać coś cieplejszego. - powiedział sam do siebie. Nagle usłyszał cichy śmiech.
- No mogłeś. Nikt nie zabraniał Ci wziąć czegoś innego, niż ta bluza. - Hoya usiadł obok, nawet na niego nie patrząc. - Teraz byś się przynajmniej nie kłócił z żadnym z nas, że jest zimno. - znów się zaśmiał, a po ciele Dongwoo przebiegły przyjemne dreszcze.
- No chyba nie. Co Ty tu w ogóle robisz? - obrócił się w jego stronę i spojrzał wprost w świdrujące go oczy Howon'a. Odsunął się lekko.
- Martwiłem się. Byłeś smutny kiedy wychodziłeś. - Jang nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś tak patrzy w jego oczy.
- To nic takiego. - uśmiechnął się delikatnie i odwrócił wzrok.
- No dobrze. Wracamy do domu czy będziemy tu jeszcze tak siedzieć? - głos Lee zdecydowanie się rozweselił.
- Chcesz tu ze mną siedzieć?
- A dlaczego miałbym niby nie chcieć? - zaśmiał się po raz kolejny w ciągu tych kilku minut. Dongwoo już się nie odezwał, jedynie uśmiechnął do swojego towarzysza i ponownie zamknął oczy.

~*~

Czyli jednak można płakać nawet o tym nie wiedząc. A cały czas zastanawiałem się, jak można nie wiedzieć, że się płacze. Trochę mnie to wszystko śmieszy. Ale rozbawienie zdecydowanie jest zagłuszane przez strach. Okropny strach, którego nie potrafię się pozbyć. Sungjong stoi cały czas przede mną ocierając płynące mi po policzkach krople, ale to na niewiele się zdaje.
- Jeżeli to wszystko jest dla Ciebie takie trudne, to może jednak powstrzymaj się od mówienia mi tego i przemyśl tą sprawę jeszcze raz w spokoju? - nie dość, że troskę słychać było w jego głosie, to także widać ją było w jego oczach.
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego on ma takie jasne oczy. Były czekoladowe, a nie ciemnobrązowe jak większości Koreańczyków. Owszem, czasami nosił soczewki, które mu rozjaśniały tęczówki,  ale w tej chwili nie miał ich na sobie. Nagle wzięło mnie na rozmyślania? Kim Myungsoo, ogarnij tyłek i rusz ze sprawą do przodu.
Opuściłem głowę i wziąłem głęboki oddech. Spojrzałem znów w jego oczy, a cała odwaga, którą przed chwilą zbierałem z podłogi postanowiła chyba zrobić sobie wakacje i pójść powylegiwać się na plaży. Mam dość. Westchnąłem i przestałem powstrzymywać drżenie, które od dobrych paru minut mnie męczyło. Trząsłem się okropnie. W sumie można by było pomyśleć, że mam padaczkę... Mniejsza o to.
Maknae złapał mnie za ramię i posadził na łóżku.
- Przestań płakać, proszę Cię. Nie potrafię patrzeć na Twoje łzy. To boli. - jego głos się załamywał.
- Mianhae... Próbuję przestać, ale nie potrafię. - jedyne na co teraz mnie było stać, to ten szept. Nic innego nie potrafiło wydobyć się z moich ust. Zacisnąłem palce na kołdrze i przygryzłem dolną wargę. Myślałem, że może to pomoże mi zapanować na tymi nieznośnymi słonymi kroplami.
- Sungjong, j-ja... - no i oczywiście ktoś nie pozwolił mi skończyć.
Drzwi otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wpadł rozhisteryzowany Sungyeol.
- Młody! Zrób coś dla mnie i... - w tej chwili jego wzrok padł na mnie. - L? Dlaczego płaczesz? Coś się stało? - nie nadążałem nawet za tempem zadawanych przez niego pytań.
- Yeol, możesz nas zostawić na chwilę samych? - maknae spojrzał w jego stronę.
- A-ale ja chciałem, żeby ktoś szedł po ciastka... - w jego głosie było słychać nutkę zawodu.
- Sam sobie idź. Bozia nóżki i rączki dała? - mój rozgniewany już w tym momencie wzrok padł na zdziwionego całą sytuacją "ciasteczkowego potwora". Chyba naprawdę zacznę się tak do niego zwracać.
- No ale mi się nie chce... A Wy zawsze jesteście tacy pomocni... No pomóżcie przyjacielowi w potrzebie. - teraz zaczął błagać. Młodszy zwinnie wykopał go z pokoju.
- Czasami naprawdę nie wiem, co zrobić z tym gościem.
- Sprzedać do cukierni. Tam pewnie lepiej by się nadawał. - po tym stwierdzeniu obaj zaczęliśmy się śmiać. Po czym po prostu wstałem i skierowałem się w stronę drzwi. Położyłem rękę na klamce, ale zatrzymał mnie jego głos.
- A co z Twoim wyznaniem?
- Chyba muszę jeszcze do niego dorosnąć. - uśmiechnąłem się lekko w jego kierunku i wyszedłem.

~*~

- No i po co mu podajesz?! Idioto! Mogłeś strzelać! Taka piękna bramka by była...
Już od dobrych 20 minut z rozbawieniem obserwowałem wydzierającego się Sunggyu, który leżąc na kanapie i obżerając się chipsami, oglądał jakiś mecz w telewizji. On był dużo lepszą rozrywką, niż ten kiepski mecz.
- No i co tak krzyczysz i go pouczasz, skoro sam nie umiesz grać? - zaśmiał się Hoya wchodząc do salonu.
- Zamknij się. - Gyu warknął tylko patrząc na niego przymrużonymi oczami. Po chwili znów powrócił do wykrzykiwania swoich uwag. Zapewnił mi przynajmniej rozrywkę na popołudnie.
- Długo on już tak? - spytał tancerz ciężko wzdychając.
- Około półgodziny. - zaśmiałem się.
Pokiwał jedynie głową z uśmiechem i rozsiadł się w fotelu obok mnie. Nagle mnie olśniło.
- Hyung, gdzie byłeś? Przez jakiś czas Cię nie było. - spojrzałem na niego. Miał zamknięte oczy i wyglądał trochę, jakby zasnął.
- Byłem się przejść. - nic więcej nie powiedział.
Posiedziałem tam jeszcze trochę i postanowiłem także w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza. W progu minąłem Sungyeol'a, który posłał mi mordercze spojrzenie i mruknął pod nosem coś, co brzmiało jak: "Po ciastka to mu się nie chciało iść, a teraz to wychodzić mu się chce." Zaśmiałem się zamykając za sobą drzwi. Ciekawe ile tym razem będzie się wściekał.
Szedłem w stronę parku tak już kilka minut, kiedy zorientowałem się, że mogłem zrobić jedną rzecz, a mianowicie wziąć ze sobą aparat. Dawno nie fotografowałem. Wróciłem się szybko do domu, wskoczyłem szybko po schodach, chwyciłem urządzenie i wyszedłem znowu zanim ktokolwiek zdążył zorientować się, że w ogóle do niego wszedłem.
Kroczyłem dobrze mi znanymi ścieżkami w parku. Zbyt wielu ludzi tu nie było, co mnie lekko zdziwiło, bo w każdym bądź razie to park. Powinny kręcić się tu dzieci, zakochane pary, samotnie spacerujący ludzie, ale jak na razie minąłem jedynie jakąś starszą panią niosącą zakupy.
Skierowałem się w moje ulubione miejsce. W miejsce, gdzie nikt nie chodzi, bo każdy się boi. A dlaczego się boją? Bo łatwo tam wpaść do stawu, który jest w pobliżu. A miejsce jest usytuowane na stromej górce. Niech wszyscy, którzy boją się tam chodzić żałują. Nigdy nie zobaczą tych widoków. Odbijających się promieni od tafli czystej wody. Nie usłyszą szelestu liści na wietrze w tym miejscu.
Usiadłem na samym końcu "prawie przepaści". Nie było to takie strome, jak wydawało się ludziom. Normalna górka w parku. Nic nadzwyczajnego. A może jednak? Nadzwyczajna była ta cisza, którą dało się pochłaniać każdą komórką swojego ciała. Odetchnąłem głęboko i uniosłem głowę w górę.
Wyciągnąłem rękę po lustrzankę, ustawiłem ostrość i zacząłem robić zdjęcia wszystkim i wszystkiemu. Drzewom, ludziom w oddali, budynkom, wodzie, zwierzętom itd. Oczywiście coś musiało przerwać tą sielankę i scenę rodem z jakiegoś filmu romantycznego, gdzie zaraz wpadłaby jakaś dziewczyna pytając, czy może się przysiąść. Na samą myśl o takim przereklamowanym gównie przebiegły mnie ciarki.
I znowu ten odgłos. Jakby szczeknięcie. Albo miauknięcie? W każdym razie któreś z tych.
Poszedłem w stronę dochodzącego dźwięku, którym w tym momencie było skomlenie. Przynajmniej byłem pewny, że to pies, szczeniak raczej. W końcu go zauważyłem. Mały szczeniaczek Labradora przywiązany sznurem do drzewa siedział w pudle i patrzył się na mnie tymi swoimi czarnymi oczami. Kucnąłem w bezpiecznej odległości od niego.
- Cześć mały. Nic mi nie zrobisz? - mówiąc to powoli wysuwałem do niego rękę, a on nawet o centymetr nie zmienił swojego położenia. Dalej siedział i się patrzył. - Nic Ci nie jest? - w końcu go dotknąłem, a on szczeknął radośnie. - No to już przynajmniej wiem, co z Tobą zrobię. - zaśmiałem się.
Czym prędzej odwiązałem sznur od drzewa i wziąłem psiaka na ręce.
- Gyu raczej nie będzie zadowolony z nowego lokatora. - uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem w drogę powrotną z nowym znaleziskiem.

~*~

- Myungsoo? Gdzieś Ty był tyle czasu? Myśleliśmy, że... - urwał główny tancerz przenosząc wzrok z mojej twarzy na zwierzę spoczywające w moich ramionach. - Co to?
- Głupie pytanie. Nie widać, że pies? - spojrzałem na niego jak na debila.
- No tyle to widzę, ale co on tutaj robi? - wskazał na niego palcem. Nie wiem czy był bardziej zaciekawiony, zdezorientowany, zainteresowany, czy zdenerwowany.
- Jak na razie nie robi nic, bo śpi. - zaśmiałem się widząc, że powoli wyprowadzam go z równowagi. Spojrzał na mnie jedynie przymrużonymi oczyma.
- Wiesz, że Sunggyu może się nie zgodzić na niego, prawda? - pokiwałem głową. - Dlaczego nie zaprowadzisz go do schroniska?
- Nie ufam im. - powiedziałem jedynie, minąłem go i skierowałem się do swojego pokoju. Niestety zanim zdążyłem otworzyć drzwi dopadł mnie Woohyun. Raczej napadł. W sumie rzucił się na mnie.
- Pieees!!! O mój boże, jaki on jest słodki! Taki tulaśny! - ten koleś chyba lubił tarzać się po podłogach, bo teraz znowu leżał na podłodze i tarzał się po niej jak umysłowo chory. - Tylko dlaczego on tutaj jest? - spojrzał na mnie.
- Nie mogłem go przecież zostawić całkiem samego w parku bez jedzenia i wody, do tego przywiązanego do drzewa. - westchnąłem.
- Chcesz go zatrzymać? Wiesz jak przekonasz Sunggyu? Jak go nazwiesz? Chyba, że ma już jakieś imię... Nie, chyba nie. To jak będzie? Będę mógł z nim wychodzić na spacery? - widać Nam nieźle się napalił na futrzaka w domu. Podniosłem ręce w obronnym geście, żeby przestał zasypywać mnie pytaniami.
- Na razie muszę wymyślić jak powiem to liderowi. - westchnąłem i spojrzałem na szczeniaka, który teraz już całkowicie rozbudzony gryzł nogawkę spodni wokalisty.
- Zostaw to mnie. - wyszczerzył się i stanął na równe nogi. - Ja się nim zajmę. - to powiedział już z bardziej chytrym uśmieszkiem, co trochę mnie wystraszyło. To nie znaczyło nic dobrego.
Po chwili zostałem sam. Otworzyłem drzwi, a maluch od razu wskoczył do pokoju. Usiadłem na łóżku i obserwowałem zwierzę z zainteresowaniem. Nigdy nie miałem psa, kota czy innego zwierzęcia, więc ciekawiło mnie wszystko co robił. Jak wystraszył się swojego odbicia w lustrze, o mało ze śmiechu nie spadłem z posłania. Zaczął polować na rękawy mojej bluzy, które zwisały z krzesła. Takie małe, a tyle radości. W jednym momencie zapomniałem o wszystkim co mnie otaczało i miałem jedynie radochę z tego pociesznego psiaka.
Imię... On musi mieć jakieś imię... To pies, więc chyba będzie mi łatwiej wymyślić jakieś imię, niż dla suczki.
- Hyung, słyszałem, że przyszedłeś. - Sungjong wszedł do pokoju i spojrzał na małą kudłatą kulkę, która wciąż próbowała doskoczyć do bluzy.
- No jak widać jestem. Potrzebujesz czegoś? - spojrzałem na niego. Miał rozczochrane włosy i wyglądał, jakby dopiero przed chwilą się obudził. - Stało się coś? Wyglądasz niezbyt ciekawie.
- Chciałem tylko zobaczyć czy wszystko w porządku. - kucnął obok psa i wyciągnął do niego rękę, na którą tamten zaraz się rzucił. - Jak się nazywa? - w końcu spojrzał na mnie. W jego oczach teraz widziałem radość.
- Jeszcze nie mam dla niego imienia. - westchnąłem. - Woohyun poszedł przekonać Sunggyu, żeby pozwolił w ogóle na psa w dormie.
- Jak Woohyun-hyung poszedł, to na pewno się zgodzi. - zaśmiał się. Czy tylko ja nie wiedziałem dlaczego Nam zawsze potrafił wszystko wyciągnąć, wymusić, wybłagać z Gyu? A może po prostu jestem taki ślepy?
- Gdzie go znalazłeś? - Sungjong oparł się plecami o moje łóżko tuż obok miejsca gdzie siedziałem, a malucha wsadził sobie na kolana. Zacząłem mu opowiadać o tym incydencie, a on jedynie czasami przytakiwał. Nie patrzył na mnie. Ani razu na mnie nie spojrzał. Dlaczego tak bardzo to przeżywałem? Nie mogłem znieść tego, że na mnie nie patrzy. Odkąd wszedł do mojego pokoju minęło jakieś półgodziny, a jego wzrok spotkał się z moim tylko raz. Dlaczego?
- No i załatwione! Piesek zostaje u nas. - drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł uradowany Woo, a za nim Sungyeol i Sunggyu.
- Jaki on mały! - w oczach wszystkich trzech zobaczyłem błysk radości.
- To chyba będzie taka nasza mała pociecha. - zaśmiał się lider.
Pociecha...
- Mam chyba pomysł na imię. - powiedziałem. - Wilo.*
Podniosłem wzrok i spojrzałem na wszystkich z osobna. Przez chwilę panowała cisza, a następnie wszyscy z uśmiechem zaczęli mi przytakiwać. Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem ukradkiem na Jongiego. Nie patrzył na mnie.

~*~

Błoga cisza. Nikt nie wrzeszczy, nie trzaska drzwiami. Przygarnięcie tego psa było jednak dobrym pomysłem. Prawie wszyscy aktualnie wyszli z nim na spacer. Zostałem tylko ja i maknae. Dalej zastanawia mnie jego zachowanie. Dlaczego na mnie nie patrzy? Dlaczego się nie uśmiecha tak jak zwykle? Dlaczego nie chce ze mną rozmawiać? Co ja zrobiłem?
Chyba nie miałem już siły leżeć na tym łóżku, więc postanowiłem pójść do kuchni po coś do picia.
Wyszedłem z pokoju i skierowałem się na dół. Wszedłem do kuchni i chwyciłem ze stołu sok pomarańczowy. Otworzyłem zamrażarkę i wyjąłem lód. Wlałem napój do szklanki, wrzuciłem dwie kostki lodu i podniosłem szklankę do ust jednocześnie obracając się w stronę drzwi. Zamarłem z otwartymi ustami i szklanką w połowie drogi. W drzwiach stał Sungjong ze spuszczoną głową. Odstawiłem naczynie na stół i podszedłem do niego. Położyłem dłonie na jego ramionach, a on wzdrygnął się pod wpływem mojego dotyku.
- Jongie, coś się stało? - mój głos brzmiał delikatnie. Nie umiałem do niego mówić inaczej. Nie potrafiłem na niego krzyknąć, ani nic takiego. Po prostu bałem się, że mógłbym go tym skrzywdzić.
- J-ja... N-nie, chyba n-nic... - odetchnął głęboko i w końcu na mnie spojrzał. Był smutny. W jego oczach nie dało się zobaczyć nic innego poza smutkiem.
- Mów co się stało Jongie, przecież widzę, że coś jest nie tak. - przytrzymałem jego brodę, kiedy chciał ponownie opuścić głowę. - Wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć.
- Tak, wiem, ale... Ja... Ja nie wiem jak mógłbym to wszystko wyjaśnić. - westchnął i na chwilę zamknął oczy.
- Młody, martwię się o Ciebie. Przez kilka godzin mnie unikałeś, nie patrzyłeś na mnie, nie chciałeś rozmawiać, nie uśmiechałeś się, kompletnie nic. - nieznacznie podniosłem głos. - Przepraszam, nie powinienem krzyczeć.
- Nie, to ja przepraszam... Nie powinienem się tak zachowywać. Ale po prostu nie potrafiłem na Ciebie patrzeć. - odwrócił wzrok, a ja zamrugałem kilkukrotnie nie wiedząc czy się przesłyszałem.
- Ale... Dlaczego? - zapytałem już bardziej zasmucony, niż zdziwiony.
Otwierał już usta, żeby mi odpowiedzieć, ale niestety do domu wróciła ta cała hołota.
- Co tu się dzieje? - zapytał zaciekawiony Yeol. - O! Sok! - porwał szklankę i za jednym razem wypił całą zawartość.
- Ej, to było moje. - powiedziałem do niego z wyrzutem.
- Zrób sobie nowe. - pokazał mi język i zaśmiał się wybiegając z pomieszczenia. Prychnąłem tylko i obróciłem się z powrotem w stronę, gdzie stał maknae, ale jego już tam nie było. Słyszałem tylko odgłos jego kroków na schodach. Będę musiał z nim w końcu spokojnie i poważnie porozmawiać, bo chyba nie wytrzymam dłużej takiego stanu rzeczy.
Straciłem ochotę na picie, więc wróciłem do pokoju i ponownie rzuciłem się na łóżko. Nie chciało mi się robić nic. Rozglądałem się po moim pokoju. Z dołu dochodziły odgłosy pozostałych członków zespołu, którzy dalej podekscytowani zachwycali się Wilo.
Co ciekawego jest w tych ścianach, że mnie tak zainteresowały? Albo co ze mną jest nie tak.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem w ich stronę i zobaczyłem Sungjong'a. Bez słowa zamknął za sobą drzwi i położył się obok mnie, wtulając swoją głową w zagłębienie mojej szyi. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
__________
* - wilo (위로) - to po koreańsku pociecha :3 W tłumaczu przetłumaczy Wam to też jako komfort >.<

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Happy end ( Daehyun B.A.P )

No więc cześć ^^
Dzisiaj może tak trochę nietypowo, bo to scenariusz >,<
No, ale czego nie robi się dla przyjaciółki XDD <3
Także liczę, że będzie on w Waszych oczach dobry ^^
Miłego czytania! :3
_______________



- Myślicie, że to jest śmieszne? Co ja Wam takiego zrobiłam? - starałaś się mówić beznamiętnym tonem, ale i tak w połowie Twojej wypowiedzi głos zadrżał Ci niebezpiecznie.
- Ooo, czyżby nasza malutka się bała? - szyderczy śmiech chłopaka jeszcze przez chwilę dudnił Ci w uszach.
- Dajcie sobie po prostu spokój, bo to już naprawdę przestaje być zabawne. - tym razem w Twoim głosie nie dało się usłyszeć żadnej emocji, właśnie tak, jak tego chciałaś. Blondyn spojrzał na Ciebie z nieukrywaną pogardą i z impetem rzucił na ziemię Twoją torbę, którą jeszcze chwilę temu trzymał nad swoją głową tak, żebyś nie mogła jej dosięgnąć.
- Nie myśl, że Ci odpuszczę. - syknął wprost w Twoją twarz. - Idziemy. - kiwnął jedynie na swoich koleżków i odszedł.
Westchnęłaś i zaczęłaś zbierać z podłogi wszystkie zeszyty, które wypadły z torby. No tak, co z tego, że jesteśmy w środku szkoły. Przecież oczywiście nikt nie widzi co się dzieje. Prychnęłaś cicho pod nosem i ze złością założyłaś torbę na ramię. Postanowiłaś w końcu udać się pod salę, w której miałaś kolejną lekcję. Chciałaś już zrobić krok w przód, kiedy poczułaś dotyk na swoim ramieniu. Odwróciłaś się z przerażeniem, myśląc, że może ten debil znowu postanowił się o coś przyczepić. Może o kolor Twojej bluzki dzisiaj? Tak jakby nie miał swoich problemów. Jednak to nie był on... Nie on, ale on też lepszy nie był.
- Nic Ci się nie stało? Widziałem, że znowu się do Ciebie przyczepili. Chciałem pomóc, ale akurat odchodzili od Ciebie. - Daehyun mówił to cały czas patrząc Ci w oczy.
- Nie, nic mi nie jest, a teraz przepraszam, ale śpieszę się na biologię. - powiedziałaś oschle i odeszłaś. Nie lubiłaś go. W sumie nie było żadnego powodu Twojej niechęci do bruneta. Po prostu jakoś nie przypadł Ci do gustu. Taka już byłaś. Stanęłaś pod salą czekając na dzwonek. Oparłaś się o parapet i w tej chwili zaatakowała Cię Twoja przyjaciółka.
- Gdzieś Ty była?! - nie była zdenerwowana, raczej wystraszona. Wiedziała, że jak jesteś sama często ludzie wykorzystują to, żeby się nad Tobą poznęcać.
- Wiesz, miałam miłą pogawędkę z JiYong'iem i jego ekipą. - posłałaś jej krzywy uśmiech, a ona od razu zaczęła oglądać Cię z każdej strony, czy aby nic Ci się nie stało. W sumie musiało wyglądać to komicznie, kiedy tak latała wokół Ciebie.
- No przecież mnie nie pogryzł, przestań. - zaśmiałaś się, a ona tylko spojrzała na Ciebie. W tym momencie zabrzmiał dzwonek na lekcje. Weszłyście do sali. Dobrze, że lubiłaś biologię, bo inaczej pewnie nie usiedziałabyś na miejscu. W końcu był piątek, a to ostatnia lekcja. Każdy myśli już tylko o tym, co robić w weekend. Skupiłaś się na słowach nauczycielki. Zastanawiałaś się, czy tylko Ty miałaś wrażenie, że jej głos jest strasznie usypiający. Miałaś ochotę położyć się na ławce i po prostu zasnąć. Nagle drzwi otworzyły się, a oczy wszystkich z klasy skierowały się w tamtym kierunku. Do środka wszedł Daehyun. Westchnęłaś tylko i przeniosłaś wzrok na swój zeszyt. Kiedy narysowałaś te wszystkie serduszka? O czym Ty w ogóle wtedy myślałaś?
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale ____ jest wzywana do dyrektora. - gdy to mówił w klasie było słychać niezliczone ochy i achy dziewczyn z Twojej klasy. Uwielbiałaś się z nich naśmiewać z Twoją przyjaciółką, ale teraz nie było Ci do śmiechu. Po co miałaś iść do dyrektora?
- ____, idź proszę. - nauczycielka zwróciła się do Ciebie, a Ty wstałaś od ławki i po prostu jak gdyby nigdy nic wyszłaś. Nie chciałaś dać po sobie poznać, że jesteś wystraszona. Przez całą drogę słyszałaś jego kroki za sobą. I nagle Cię oświeciło. Stanęłaś i odwróciłaś się w jego stronę. Spojrzałaś na niego. Może i za nim nie przepadałaś, ale musiałaś przyznać, że jest przystojny.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zmrużyłaś oczy.
- Po prostu się martwię. Nie chcę, żeby coś Ci się stało. - martwi się? Spojrzałaś na niego zdziwiona.
Kiedyś byliście przyjaciółmi. Nie odstępowaliście siebie na krok. A potem co? Potem nagle wyjechał. Nie było go przez półtora roku. Nie dzwonił, nie pisał, nie odpowiadał na Twoje wiadomości i co? I teraz myśli, że wszystko będzie jak dawniej? Że nagle rzucisz mu się w ramiona i powiesz, jak bardzo za nim tęskniłaś? Nie. Przysięgłaś sobie, że już nigdy nie okażesz mu chociaż grama dobroci po tym wszystkim.
- Nie musisz się martwić, sama sobie doskonale radzę. - warknęłaś na niego i otworzyłaś drzwi do gabinetu dyrektora. Spojrzałaś jeszcze tylko raz w jego stronę i w tym momencie poczułaś jak miękniesz. Jego oczy. Jeszcze nigdy nie widziałaś tyle smutku naraz.
~*~
- Nareszcie w domu. - wyszeptałaś sama do siebie wchodząc do mieszkania i od razu udając się do swojego pokoju. Włączyłaś komputer i poszłaś do kuchni po coś do picia. Wróciłaś do pokoju i usiadłaś przed monitorem. Co by tu robić? Weekend może i jest fajny, ale czasami po prostu wieje straszliwą nudą. W końcu postanowiłaś, że potańczysz. Było dosyć miejsca, a taniec po prostu uwielbiałaś, kochałaś całym sercem. Puściłaś muzykę i zaczęłaś się wczuwać w rytm. Twoje ciało płynęło z muzyką. Unosiłaś się na nutach. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ten denerwujący dźwięk dzwonka do drzwi. Zdenerwowana, że ktoś ośmielił Ci się przerwać poszłaś otworzyć. Bez zastanowienia, nawet nie patrząc przez wizjer kto to, otworzyłaś z rozmachem drzwi. Stanęłaś jak wryta. Najpierw ogarnęło Tobą zdziwienie, a potem złość.
- Co tu Ty robisz? - wysyczałaś. Nie potrafiłaś zdobyć się na choćby miły ton w stosunku do niego.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, wyjaśnić wszystko. Chcę to wszystko naprawić, rozumiesz? - w jego głosie słychać było skruchę i smutek. Nie dam się na to nabrać. Nie dam się znowu tak skrzywdzić. Prychnęłaś i zamknęłaś mu drzwi przed nosem. Wróciłaś do tańca. Jednak to wszystko nie dawało Ci spokoju. Nie potrafiłaś się skupić.
Podeszłaś do drzwi i głęboko odetchnęłaś delikatnie otwierając drzwi. Siedział na schodach na klatce tyłem do Ciebie. Po cichu podeszłaś do niego i usiadłaś obok. Nie spojrzałaś na niego, nie mogłaś. On za to patrzył na Ciebie ze zdziwieniem i delikatnym uśmiechem.
- Mów co masz mówić. - odezwałaś się nienaturalnie słabym głosem. Przebiegły Cię zimne dreszcze, kiedy poczułaś jego dłoń na swojej.
- Nie chciałem wyjeżdżać. Nie chciałem Cię zostawiać. Ale nie mogłem też sprzeciwić się rodzicom. Gdybym z nimi nie wyjechał, pewnie by się obrazili, czy coś... Nawet nie wiesz jak bardzo mi Ciebie brakowało. Twojego uśmiechu, głosu, spojrzenia. Oglądania tego, jak zatracasz się w tańcu. - uśmiechnął się do swoich myśli. - Tęskniłem za Tobą. Musiałem wrócić, choćby nie wiem co. - spojrzał Ci głęboko w oczy.
Dopiero wtedy zorientowałaś się, że po Twoich policzkach płyną łzy, a on sam nie wiedział co zrobić.
- Nie wiesz jak ja się czułam, kiedy nagle zniknąłeś... Wyjechałeś bez pożegnania. Nie dawałeś znaku życia. Odciąłeś się kompletnie! Myślisz, że jak ja się wtedy czułam? Czułam się jak idiotka zostawiona przez najlepszego przyjaciela! Przepłakałam tyle nocy. Tyle razy dzwoniłam i do Ciebie i do Twoich rodziców. Nikt nigdy nie odbierał. - rozpłakałaś się na dobre. - Półtora roku męczarni. A potem nagle zjawiasz się, jak gdyby nigdy nic i myślisz, że wszystko będzie dobrze?! Nie, nie będzie. - spojrzałaś na niego. Płakał. Pierwszy raz widziałaś, jak Jung Daehyun płacze. Czułaś, że cały gniew z Ciebie uleciał. Wyciągnęłaś rękę i starłaś z jego policzka łzę.
- Nie wiedziałem, że tak będziesz to przeżywała. Mianhae. - spojrzał na swoje trampki.
- Mogłeś się przynajmniej pożegnać. - wyszeptałaś łamiącym się głosem. Poczułaś, że zbliża się kolejna fala łez. Dae też to widział. Odwróciłaś się w jego stronę. Był blisko. Niebezpiecznie blisko. Twoje serce przyśpieszyło.
- Jest jeden plus tego wyjazdu. - mówił cicho coraz bardziej się do Ciebie przybliżając. Zaczęłaś się odsuwać. No cóż, taki odruch.
- Ja-jaki? - zająknęłaś się i w tym momencie poczułaś, że opierasz się już o ścianę. Nie mogłaś dalej się cofać.
- Zdałem sobie sprawę, jak bardzo Cię potrzebuję do normalnego funkcjonowania. Jak ważna jesteś dla mnie. - pogłaskał Cię delikatnie po policzku, a Ty zadrżałaś pod wpływem jego dotyku. Spojrzał Ci głęboko w oczy, a następnie przeniósł wzrok na Twoje usta. Stało się to, czego od tak dawna chciałaś, a zaraz czego się obawiałaś. Poczułaś jego usta na swoich. Przestałaś myśleć. Świat wokół Ciebie uległ samozniszczeniu. Zostaliście tylko Wy. W Twojej głowie wirowało. Tak szybko jak się to zaczęło, tak szybko się skończyło.
Poczułaś, jak zakłada Ci włosy, które opadły Ci na twarz, za ucho. Zawsze tak robił. Nie otwierałaś oczu. Bałaś się, że jeżeli je otworzysz, okaże się, że to było tylko jedno z Twoich licznych wyobrażeń.
- ____, otwórz oczy. - powiedział ze śmiechem. Niechętnie podniosłaś powieki i spojrzałaś na jego uśmiechniętą twarz. - Nie odepchnęłaś mnie. Czy to znaczy, że Ty też... - nie zdążył dokończyć, ponieważ zatkałaś mu usta swoimi. Objął Cię w pasie i przyciągnął do siebie. Po jakimś czasie niechętnie oderwaliście się od siebie. Zaczęłaś się śmiać.
- To takie dziwne, że musieliśmy przeżyć coś takiego, żeby zrozumieć nasze uczucia. - dalej się śmiałaś, a on tylko uśmiechnął się wesoło.
- Przynajmniej teraz już będzie wszystko dobrze. W każdej bajce jest happy end. W naszej też będzie. - zbliżył się do Ciebie i pocałował Cię w czoło.
- Oppa... - spojrzał na Ciebie ze zdziwieniem, przecież nigdy się tak do niego nie zwracałaś. - Saranghaeyo.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Uczucia widzą więcej, niż oczy cz.3

Annyeong <3
Wzięłam się w końcu za pisanie kolejnego rozdziału... Uffffff... XDD
Przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać, ale wiecie, wakacje i te sprawy, a jeszcze wena kompletnie mnie opuściła >_<
No ale w końcu jest! :D Dobra, nie zanudzam Was dalej XDD
No dobra, życzę miłego czytania! :3
___________________________


Ehh... Dlaczego to słońce mnie tak razi? Jeżeli znowu zapomniałem opuścić rolety, to osobiście stwierdzam, że jestem debilem. W sumie nie chce mi się już zbytnio spać, więc chyba po prostu już pójdę robić śniadanie dla chłopaków. Tylko chwila... Dlaczego ktoś się do mnie przytula? Kto się wbił znowu do mojego łóżka?!
Odwróciłem się delikatnie, żeby nie zbudzić intruza. Przetarłem oczy i przyjrzałem się twarzy osobnika. Sungjong. No tak, przecież sam go tutaj zaprosiłem, bo jego rodzice śpią u niego...
Dotknąłem delikatnie jego gładkiego policzka, na co ten mruknął i uśmiechnął się przez sen. Spłoszony odsunąłem się od niego, ale tylko na tyle, by go nie obudzić, a dalej móc czuć jego ciepło. Spojrzałem na jego lekko zmierzwione włosy i ładnie wykrojone usta, które rozchylały się z każdym jego oddechem. Uśmiechnąłem się sam do siebie i spojrzałem niepewnie na zegarek - 8:50. No dobra, czas się zwijać.
Wygramoliłem się z łóżka uważając, żeby nie zbudzić maknae. Wyjąłem jeszcze tylko czyste bokserki z szuflady i jakąś pierwszą lepszą koszulkę. Wyszedłem po cichu z pokoju i udałem się do łazienki, żeby wziąć szybki prysznic.
~*~
Po odświeżeniu się od razu zszedłem do kuchni i otwarłem lodówkę. No cóż... Chyba muszę wziąć któregoś z chłopaków i pójść na zakupy, bo o samym chlebie i wodzie raczej długo nie pożyjemy. Przejrzałem jeszcze to co było. Na tosty wystarczy. Jak będą się czepiać, to następnym razem im śniadania nie robię.
Wyjąłem potrzebne składniki i zabrałem się za przyrządzanie jedzenia.
- Czuję się teraz trochę jak gospodyni domowa. - mruknąłem sam do siebie i zaśmiałem się cicho.
- Mówiłeś coś? - na dźwięk czyjegoś głosu podskoczyłem ze strachu i wypuściłem nóż, którym jeszcze chwilę wcześniej kroiłem ser. - No bez przesady... Naprawdę aż taki straszny jestem? - powiedział Sunggyu lekko zawiedzionym głosem.
Odwróciłem się tylko do niego i zmierzyłem go zdenerwowanym wzrokiem.
- Właśnie robię śniadanie, więc albo mi pomóż, albo wyjdź. - schyliłem się żeby podnieść nóż.
- Ooo, a co dobrego robisz? Tosty? No dobra, niech Ci będzie, pomogę. - uśmiechnęliśmy się delikatnie do siebie i zajęliśmy się tym, co mieliśmy robić.
Po mniej więcej 25 minutach męczarni z krojeniem sera i szynki wszystko było gotowe.
- Dobra, zaniesiesz to do salonu? - spojrzał na mnie sarnimi oczami. - Ja pójdę w końcu wziąć prysznic. - wyszedł nawet nie czekając na moją odpowiedź.
Westchnąłem tylko i zabrałem tacę, na której stał talerz pełen tostów i 9 szklanek z sokiem pomarańczowym. Wyszedłem z kuchni i skierowałem się do salonu. Zacząłem się modlić, żeby nic nie wylać, bo moja koordynacja z rana nie zachwyca... W końcu postawiłem tacę na stole w salonie i wróciłem, żeby zacząć budzić pozostałych. Kiedy wchodziłem na schody zobaczyłem mamę Sungjong'a, która akurat wchodziła do domu z dwoma siatkami wypakowanymi różnorakim jedzeniem. Szybko podszedłem, żeby wziąć od niej zakupy i od razu je wypakować.
- Nie musiała pani kupować nam jedzenia. Sami poszlibyśmy na zakupy. To tylko sprawiło pani kłopot.
- To akurat była dla mnie przyjemność. Dawno nie robiłam takich zakupów. - zaśmiała się melodyjnie. - Myungsoo, kochanie, mam do Ciebie pytanie. - odezwała się ponownie, kiedy wkładałem wszystko do lodówki.
- Proszę pytać. - obróciłem się do niej i czekałem trochę zdziwiony.
- Sungjong zawsze o Tobie dużo mówi. W sumie kiedy rozmawiamy, mówi jedynie o Tobie. Wiem, że cały czas opiekujesz się moim synem i za to chciałam Ci podziękować. - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. - No, ale moje pytanie... Tylko proszę Cię, nie bierz go do siebie. Chciałam Cię spytać... Czy łączy Was coś poważnego? - spojrzała na mnie wyczekująco. W tym momencie musiałem mieć bardzo głupi wyraz twarzy. Kilka razy powtarzałem sobie to pytanie, żeby w końcu do mnie dotarło.
- Nas... To znaczy... Mnie i Sungjong'a? - jąkałem się i nie wiedziałem co powiedzieć, co ze sobą zrobić.
- Jeżeli nie chcesz to nie odpowiadaj. Rozumiem, że jesteś trochę zmieszany, pewnie się tego nie spodziewałeś. - w jej oczach widać było jak bardzo ona w tej chwili jest zmieszana. - Zawsze będę traktowała Cię jak mojego drugiego syna. Ale mam także do Ciebie jedną prośbę. Opiekuj się moją kruszynką jak najlepiej, dobrze? - skinąłem jedynie głową, bo na wyduszenie choćby jednego słowa nie było mnie akurat stać. Ukłoniła się lekko w podziękowaniach i szeroko uśmiechnęła, po czym wyszła. Stałem tak jeszcze chwilę nie wiedząc co mam zrobić. Spojrzałem w bok i po raz kolejny w tym dniu dostałem zawału serca.
- Stoję tutaj już od dobrych kilku minut, a Ty zauważyłeś mnie dopiero teraz? - Woohyun prawie turlał się ze śmiechu. - Stary, Twoje przerażenie powala. - Teraz już naprawdę turlał się po podłodze. Patrząc tak na niego, zacząłem zastanawiać się jakimi idiotami oni czasami się wydają, albo naprawdę nimi są... W sumie nie chciałem się nad tym nawet dłużej zastanawiać. Dobrze chociaż, że podłogi są czyste. Westchnąłem.
- Za 5 minut mam Cię widzieć w salonie. - spojrzałem na niego ostrzegawczo i poszedłem do mojego pokoju zobaczyć, czy młody jeszcze śpi.
Po cichu wszedłem do pomieszczenia, a mój wzrok padł od razu na siedzącego na łóżku Sungjong'a, który przecierał sobie oczy. Teraz naprawdę wyglądał jak dziecko.
- Wyspany? - odezwałem się widząc, że on jeszcze niezbyt kontaktuje.
- No... Chyba... W sumie jeszcze nie wiem. - zaśmiałem się cicho, a on ziewnął.
- Idź wziąć prysznic i zejdź od razu na śniadanie, ok? - spojrzałem na niego z uśmiechem.
- Yhym, dobrze, zaraz będę. - wstał i wyszedł z pokoju. Po chwili słychać było strumienie lejącej się wody.
Zszedłem z powrotem do salonu, gdzie siedzieli już niemal wszyscy, z wyjątkiem Sungjong'a, Woohyun'a (pewnie dalej turla się ze śmiechu w kuchni XD) i taty maknae. Przywitałem się ze wszystkimi i usiadłem na swoim stałym miejscu obok Hoyi. Po chwili byli już wszyscy. Siedzieli, zajadali się tostami, śmiali i rozmawiali.
- Wiecie kochani, po śniadaniu chyba będziemy się zbierać w drogę powrotną. - uśmiechnął się pan Lee do wszystkich z osobna.
- Przecież mogą państwo zostać u nas ile tylko chcą. - wtrącił Sunggyu.
- Wiemy, wiemy, ale mamy także własny dom, a Wy pewnie ręce pełne roboty. - zaśmiał się.
- No dobrze, skoro taka jest państwa decyzja... Ale nasze drzwi zawsze są otwarte! - uśmiechnął się szeroko lider.
Po skończonym posiłku ja wziąłem się za sprzątanie, rodzice maknae poszli szykować się do podróży, a reszta zespołu... Po prostu opierniczała się przed telewizorem. W końcu nie wytrzymałem.
- Czy moglibyście ruszyć swoje zgrabne tyłeczki i chociaż posprzątać sami po sobie? - warknąłem na nich, a oni spojrzeli najpierw na mnie, a potem zaczęli wszyscy wymieniać się spojrzeniami.
- L, co się z Tobą dzieje? Masz nerwy jak baba w ciąży. - powiedział Dongwoo, a ja tylko spojrzałem się na niego wzrokiem, który mógłby zabijać.
- Dobra ludzie, weźmy się wszyscy w garść i pomóżmy Myungiemu. On nie jest sprzątaczką. - nie spodziewałem się, że takie zdanie usłyszę akurat od Sungyeol'a, ale rzuciłem mu dziękujące spojrzenie i wróciłem do kuchni, gdzie zmywałem naczynia. Po chwili słuchać było dźwięk odkurzacza, szuranie szczotki po podłodze itd.
- Mogę Ci pomóc? - spojrzałem na Sungjong'a, który przyglądał się jak zmywałem.
- Jasne. Będziesz wycierał i wkładał do szafki, ok? - przytaknął z uśmiechem i już po chwili wszystkie talerze i szklanki były umyte.
- Pewnie smutno Ci, że Twoi rodzice już wyjeżdżają... - powiedziałem, wypuszczając wodę ze zlewu.
- W sumie to niezbyt. Przecież mam Ci... Was. - zarumienił się lekko. - Przyzwyczaiłem się już do tego, że nie jestem zbyt blisko rodziców.
- No tak, ja moich nie widziałem od debiutu... - westchnąłem i obróciłem się, prawie wpadając na stojącego za mną maknae.
- Ja chyba dzisiaj zawału dostanę... Już trzeci raz dzisiaj się wystraszyłem... O co chodzi? - Młody zaśmiał się tylko na to.
- Dzieci! My już jedziemy! - usłyszeliśmy z korytarza, więc popchnąłem Lee w stronę wyjścia.
Wyściskani i wycałowani przez rodziców maknae, życzyliśmy im szczęśliwej podróży i po chwili już było po wszystkim. Połowa z nas poszła do swoich pokoi, a druga połowa uwaliła się spowrotem przed telewizorami i konsolą. Ja poszedłem do pokoju, usiadłem na łóżku i zacząłem się zastanawiać co robić. W końcu doszedłem do wniosku, że i tak nie ma co robić, więc się zdrzemnę. Założyłem słuchawki i włączyłem muzykę. Zerknąłem jeszcze tylko na zegarek. 12:45. Po chwili leżałem już pogrążony we śnie.
~*~
Tak fajnie się spało i akurat teraz musiało zacząć burczeć mi w brzuchu... Co za życie... Zaraz, zaraz... Co tu tak cicho?
Zszedłem na dół i zerknąłem do salonu, jednak był pusty. Co tu się dzieje? Gdzie wszystkich wcięło?
Kolejnym pomieszczeniem do którego spojrzałem, była kuchnia. Tutaj przykuła moją uwagę kartka przyczepiona magnesem do lodówki. Podszedłem do niej i zacząłem czytać.
"Poszliśmy na miasto coś zjeść. Chcieliśmy Cię obudzić, ale Sungjong stwierdził, żebyśmy zostawili Cię w spokoju. Nie gniewaj się. Przyniesiemy Ci coś do jedzenia ^^ ~Woohyun"
No tak, tego się można było spodziewać. Westchnąłem, zgniotłem kartkę i wyrzuciłem do śmieci. Stwierdziłem, że na pewno jeszcze przez długi czas ich nie będzie, więc w tym czasie wezmę prysznic i chyba dalej pójdę spać. Po drodze wziąłem sobie tylko jabłko, żeby jakoś zabić głód.
Wróciłem do pokoju, wziąłem ze sobą to, co było potrzebne i skierowałem się do łazienki.
Spojrzałem w lustro. No tak, moje odbicie zdecydowanie nie zachwycało. Pewnie teraz nikt nie powiedziałby, że jestem twarzą zespołu. Byłem blady, z lekko podkrążonymi oczami. Odwróciłem się od zwierciadła, zrzuciłem z siebie niepotrzebne ubrania i wszedłem do kabiny. Odkręciłem letnią wodę i stałem tak przez chwilę jedynie patrząc jak krople spływają po moim ciele. Chyba właśnie tego potrzebowałem. Musiałem zmyć z siebie wszystko. Wszystkie myśli... Myśli o tej dziwnej porannej rozmowie, o moich uczuciach, o Sungjong'u... W sumie to o uczuciach do Sungjong'a. Nie rozumiałem i nie rozumiem samego siebie. Dlaczego zawsze w jego obecności staram się zwrócić jego uwagę na siebie, albo wyłączam się całkowicie i przestaję myśleć? Dlaczego zawsze gdy mnie dotknie przechodzą mnie dreszcze? Dlaczego tak bardzo uwielbiam dźwięk jego głosu i zapach jego żelu pod prysznic? Dlaczego tak bardzo zależy mi na tym, żeby zawsze był jak najbliżej, żebym mógł się nim opiekować? A co jeśli... Nie, na pewno nie. Nie mogłem się w nim zakochać. To niemożliwe. To jedynie braterska miłość. Tak. To na pewno to.
Z taką myślą wyszedłem w końcu spod prysznica, ubrałem czyste bokserki i wyszedłem.
- Hyung! Boże, tutaj jesteś... Myślałem, że coś Ci się stało. - napadł na mnie rozhisteryzowany maknae.
- Niby co miałoby mi się stać? - spytałem śmiejąc się.
- W sumie nie wiem, ale nie było Cię nigdzie... Ani w pokoju, ani w salonie... - dopiero teraz spostrzegł, że jestem w samych bokserkach i odsunął się ode mnie ślicznie się rumieniąc i spuszczając głowę. Ja także trochę się zawstydziłem...
- No, ale widzisz, jestem cały. - uśmiechnąłem się i poczochrałem jego starannie ułożone włoski. - Teraz idę chyba się dalej położyć spać. W sumie chyba nie ma sensu czegoś robić i tak jest już późno. Dobranoc Jongie. - uśmiechnąłem się do niego jeszcze raz i zacząłem iść do swojego pokoju. Nagle poczułem uścisk na swoim nadgarstku. Odwróciłem się zdziwiony do Lee.
- H-Hyung... Czy... Czy mógłbym dzisiaj też u Ciebie spać? - zapytał, a ja zdziwiłem się jeszcze bardziej.
- Dlaczego? Przecież Twój pokój jest już wolny. - próbowałem spojrzeć na jego twarz, lecz dalej miał ją opuszczoną.
- No ale... Ale u Ciebie śpi mi się lepiej... Jeżeli nie chcesz, to możesz powiedzieć, że nie, ja nie chcę sprawiać Tobie jakiegokolwiek kłopotu. - zaczął wymachiwać rękami i tłumaczyć się, na co się jedynie zaśmiałem.
- Możesz przychodzić do mnie spać kiedy tylko chcesz młody. - uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem radosne iskierki w jego oczach.
- Kamsa! - wykrzyknął i radośnie pobiegł do swojego pokoju.
Nie wiem co jest w tym człowieku, ale zawsze gdy go widzę, nie mogę się powstrzymać od uśmiechu.
W końcu wszedłem do swojego pokoju i ułożyłem się wygodnie na łóżku. Zacząłem rozmyślać znowu o tych wszystkich dziwnych uczuciach. Nie potrafiłem tego ogarnąć. Pierwszy raz w życiu się tak czułem. Pomyślałem, że może jutro uda mi się pogadać na spokojnie z Dongwoo. W końcu robi za drugiego psychologa w naszym dormie. Nie wiem czy mi coś doradzi, ale zawsze warto spróbować. Raz się żyje.
Nie wiem ile czasu minęło, ale usłyszałem ciche skrzypnięcie drzwi i do środka nieśmiało zajrzał Jongie.
- Co Ty tak się chowasz? Wchodź. - wstałem, żeby tym razem zasłonić okna. Kolejny raz śniadania tym idiotom robić nie będę.
- Hyung... Na pewno nie będę Ci tutaj przeszkadzał? W końcu Twoje łóżko jest małe, pewnie będzie ciasno. Nie chcę, żeby było Ci niewygod...
- Młody, skończ gadać głupoty i po prostu kładź się spać. - zaśmiałem się i spojrzałem na niego. Miał na sobie piżamkę w urocze małe kotki.
- No dobrze, dobrze... - położył się, a zaraz i ja ułożyłem się wygodnie obok niego. - Ale na pewno...? - zamknął się, kiedy tylko na niego spojrzałem.
- Śpij i nie marudź, bo zaraz naprawdę zaniosę Cię do Twojego pokoju. - zaśmiałem się.
Sungjong zaczął się wiercić szukając najwygodniejszego sposobu leżenia. Niestety zbyt wiele miejsca nie było. W pewnym momencie spojrzał na mnie niepewnie.
- Myungsoo-hyung, czy... czy mogę się do Ciebie przytulić? - zamarłem. Normalnie nie miałbym nic przeciwko, ale zważając na to, co działo się w mojej głowie... Po prostu nie wiedziałem, że to pytanie wywoła u mnie taką reakcję. Serce przyśpieszyło, zacząłem delikatnie się trząść i robiło mi się na zmianę zimno i gorąco.
- J-jasne, oczywiście. - powiedziałem lekko drżącym głosem, modląc się, żeby tego nie zauważył.
- Coś nie tak? Coś się stało? - spytał trochę przestraszony i zmartwiony.
- Nie, nie. Wszystko okej. - uśmiechnąłem się, doprowadzając się do normalności. - Chodź tutaj. - rozłożyłem ręce, a on wtulił się we mnie delikatnie. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Bardzo dziwne. Tak, jakbym miał w ramionach cały świat, albo nawet i więcej. Pogładziłem go po włosach i policzku, a on na to tylko mocniej do mnie przylgnął.
- Dobranoc hyung.
- Dobranoc Jongie.
Nawet nie wiem, kiedy oboje zasnęliśmy.
~*~
- Ej, chłopaki! Chodźcie zobaczyć jakie gołąbeczki tutaj nam się wylegują. - obudził mnie krzyk Woohyun'a, który stał w drzwiach do mojego pokoju i uśmiechał się patrząc na wtulonego we mnie Sungjong'a.
- A Ciebie co tak śmieszy? - warknąłem do niego. - Nie dasz nawet ludziom w spokoju pospać.
- Sunggyu kazał mi Was obudzić, więc budzę. - zaśmiał się znowu. Chyba dźwięk jego głosu stanie się najbardziej znienawidzoną rzeczą w moim życiu.
- Dobra, już wstaję, wstaję. Tylko powiedz mi, po co Sunggyu kazał nas obudzić? - spojrzałem na niego.
- Podobno mamy mieć trening. - skrzywił się, gdy wypowiadał ostatnie słowo.
- Trening? Przecież mamy wolne. - powiedział równie niezadowolony maknae.
- O, drugi gołąbek się też już obudził. - znowu ten od paru sekund znienawidzony przeze mnie dźwięk.
- Woohyun, proszę Cię, idź już sobie. My zaraz zejdziemy, nie musisz nas pilnować. - uśmiechnął się tylko i wyszedł z mojego pokoju. Odetchnąłem z ulgą i z powrotem położyłem się na miękkiej poduszce.
- Chyba naprawdę musimy już iść, no nie? - spojrzał na mnie tymi swoimi oczkami, wstał, przeciągnął się i wyszedł z pokoju.
Poleżałem tak jeszcze kilka minut gapiąc się bezczynnie w sufit. W końcu zebrałem się w sobie i wstałem. Wykonałem wszystkie poranne czynności i zszedłem na dół, gdzie czekało mnie jakże ciepłe przywitanie.
- Dłużej się nie dało? - warknął na mnie Hoya, który chyba po prostu chciał już ten trening mieć za sobą i móc dalej wylegiwać się przed telewizorem.
- Nie, nie dało się. Przepraszam, że zawiodłem Twoją skromną osobę. - nie zaszczyciłem go nawet moim spojrzeniem. Chyba nie miałem dzisiaj humoru i wszyscy zdążyli to właśnie zauważyć.
- Dobra, chodźcie na salę, bo się jeszcze pozabijacie. - przerwał nam lider i zaprowadził nas do piwnicy, gdzie mieliśmy własną salę treningową. Rozejrzałem się po sali, a potem spojrzałem na każdego z nas. Widać było, że żadnemu nie chce się tu siedzieć i ćwiczyć. Ale niestety nie mieliśmy zbytniego wyboru.
Po krótkiej rozgrzewce, którą poprowadził jak zwykle Hoya, zaczęliśmy trening. Stwierdziliśmy, że skoro i tak nam się nie chce, to nie będziemy robić jakiegoś strasznie długiego treningu, więc przećwiczymy jedynie układy do "Destiny", "Be mine" i "The Chaser".
~*~
- Chce mi się pić! - zaczął marudzić Sungyeol po skończonym prawie trzygodzinnym treningu.
- Trzeba było wziąć wodę ze sobą... - skwitował to Sungjong i podszedł do mnie. Sungyeol wystawił język w jego stronę, ale maknae już nie mógł tego zobaczyć.
Usiadł koło mnie w rogu między lustrem, a ścianą i spojrzał na mnie znowu w taki sposób, że można było się rozpłynąć.
- Coś Cię gryzie. - to nie było pytanie. Spojrzałem na niego. W jego oczach znowu dostrzegłem troskę.
- To nic takiego Jongie, nie martw się. - uśmiechnąłem się delikatnie.
- Wiesz, że zawsze możesz przyjść do mnie się wygadać, wypłakać, powiedzieć co Cię trapi... - mówiąc to, coraz bardziej przybliżał się do mnie, a ja starałem się zachować tą samą odległość, więc w pewnym momencie prawie położyłem się na parkiecie. Westchnął.
- Czyli to coś dotyczy mnie. - wyraźnie posmutniał. Nie chciałem tego.
- Nie, Jongie... To znaczy tak, ale... Daj mi po prostu czas, żebym ogarnął to wszystko w mojej głowie najpierw sam, dobrze? - spojrzałem na niego, a w jego oczach teraz dostrzegłem obok smutku także ból.
- Dobrze, ale jak coś, to ja zawsze jestem. - uśmiechnął się, wstał i wyszedł z sali. Jeszcze nigdy nie widziałem u niego tak bardzo wymuszonego uśmiechu. W sumie nigdy u niego takiego nie widziałem. Jego uśmiech zawsze był taki szczery, radosny, pełen życia. Musiał naprawdę wziąć to do siebie. Powinienem zdecydowanie uważać na to co robię.
Wstałem i również wyszedłem z sali. Postanowiłem poszukać Sungjong'a i wyjaśnić mu to wszystko. Już nawet nie będę o tym wszystkim rozmawiał z Dongwoo, skoro tak wszystko się potoczyło.
Zapukałem do pokoju maknae i wszedłem. Siedział przy biurku i zawzięcie pisał coś w zeszycie.
- Przeszkadzam Ci? - spytałem niepewnie. Obrócił się na krześle i przez chwilę zdawało mi się, że wiedziałem w jego oczach iskierki radości na mój widok.
- Nie, oczywiście, że nie. - zamknął zeszyt i schował go do jednej z szuflad w meblu.
- Ja chciałem Cię przeprosić za moje zachowanie. - opuściłem głowę.
- Przecież nie masz za co przepraszać. Każdy może mieć gorszy dzień. - uśmiechnął się pocieszająco.
W tym momencie w moim umyśle zaczęła się walka. Nie wiedziałem czy powiedzieć mu o swoich wątpliwościach, przypuszczeniach, uczuciach... Bałem się jego reakcji, ale także byłem jej ciekawy. Miałem totalny mętlik w głowie. Zacząłem bawić się palcami, co zawsze robiłem, kiedy byłem zdenerwowany, albo nie chciałem po sobie czegoś pokazać. Sungjong patrzył na mnie zaciekawiony, ale jednocześnie zmartwiony. Bałem się, że jeżeli mu o wszystkim powiem, on po prostu powie, że jestem nienormalny, co ja sobie wyobrażam i lepiej, żebym już nigdy się do niego nie zbliżał. Nie chciałem tego... Tak bardzo nie chciałem go stracić...
Poczułem jak moje oczy zachodzą łzami.
W tym momencie zdecydowałem. Nie chcę go okłamywać. Powiem mu co leży mi na sercu i umyśle od kilku dni. Najwyżej będzie uważał, że jestem stuknięty.
Wziąłem głęboki oddech i podniosłem wzrok. Spojrzałem na chłopaka przede mną.
- Chyba muszę powiedzieć Ci coś ważnego... Bardzo ważnego.
Moje oczy dalej lśniły łzami.

środa, 3 lipca 2013

Uczucia widzą więcej, niż oczy cz.2

Czeeeeść <3 <3
No więc... Mam nadzieję, że podobała Wam się pierwsza część mojego opowiadania i że będziecie śledzić je dalej ^_^
Zapraszam do czytania kolejnego rozdziału! :D



Pustka i niewyobrażalny ból głowy. Czy tak można czuć się we śnie, czy ja już się obudziłem? Hm... Sam nie wiem, ale chyba na razie nie chcę tego sprawdzać. Po co w ogóle tyle o tym myślę? Wzięło mnie na filozofie... Pewnie jest środek nocy. Muszę otworzyć oczy i pójść do kuchni po jakieś tabletki przeciwbólowe, bo mi zaraz łeb rozsadzi.
Niechętnie otworzyłem oczy. Tak jak myślałem. Za oknem jeszcze księżyc w pełni górował na niebie, w pokoju też niewyobrażalnie ciemno. Podniosłem się na łokciach, ale chyba zrobiłem to za szybko, bo przez moją głowę przebiegł jeszcze gorszy ból niż do tej pory. Zamknąłem oczy i wziąłem parę głębokich wdechów, po czym podniosłem się z łóżka i skierowałem do kuchni. Wszedłem do kuchni i otwarłem pierwszą szafkę, w której zazwyczaj trzymaliśmy różne leki. Chwyciłem za jedno z opakowań i wycisnąłem z niego jedną, całkiem sporą tabletkę. Popatrzyłem na nią z niechęcią i zacząłem rozglądać się po ciemnawej, mimo zapalonej lampki, kuchni. Wyciągnąłem rękę po jeden z kartonów soku pomarańczowego, kiedy usłyszałem szuranie. Zamarłem w połowie ruchu i nasłuchiwałem. Każdy normalny człowiek od razu chwyciłby z nóż czy coś takiego i czekał przy ścianie na domniemanego złodzieja. Ja wiedziałem, że to będzie któryś z chłopaków, tylko nie wiedziałem który i tego najbardziej się obawiałem. Usłyszałem kolejne szuranie i przeciągłe ziewnięcie.
- Myungsoo, co Ty tu robisz? - spojrzałem na Woohyun'a, ale on w tym momencie patrzył na trzymaną przeze mnie tabletkę. - Boli Cię głowa? Może zadzwonić po doktora?
- Nie, wszystko ok. Wezmę to i już będzie lepiej. - uśmiechnąłem się nieznacznie w jego stronę i odkręciłem korek od soku. - A tak w ogóle, to dlaczego nie śpisz? - spojrzałem na niego zaciekawiony.
- Sam nie wiem. Jak już zasypiam, to co chwilę się budzę. Jakby coś złego miało zaraz się stać. - westchnął, usiadł przy blacie i oparł sennie głowę na dłoni.
To dziwne, że Woohyun nie mógł spać, bo w zamiłowaniu do snu mógł go pokonać jedynie Sunggyu. Ale nie to mnie zmartwiło najbardziej. Często, a nawet bardzo często, kiedy hyung miał jakieś przeczucia, one się spełniały. Ciekawe o co tym razem będzie chodziło.
- Dzisiaj przyjeżdżają rodzice Sungjong'a, prawda? - z zamyślenia wyrwał mnie jego głos.
- Mhm... - mruknąłem tylko i ponownie spojrzałem na lek, który już po chwili wylądował w moim żołądku. - Nienawidzę połykać tabletek... - powiedziałem bardziej do siebie niż do niego i skrzywiłem się.
- Nie rób takiej miny, bo Ci tak zostanie. - zaśmiał się i powoli wstał. - Idę spać, może mi się uda zasnąć w końcu. Tobie też radzę się położyć, bo nie wypada pokazywać się rodzicom maknae z worami pod oczami. Dobranoc. - uśmiechnął się i poszedł do swojego pokoju.
Oparłem się o najbliższą szafkę. Migrena na razie nie ustawała, a nawet jeszcze bardziej wdawała mi się we znaki. Nawet słabe światło lampki nocnej powodowało u mnie światłowstręt. Westchnąłem i już miałem wracać do swojego pokoju, gdy moją uwagę przykuła mała kartka przyklejona do lodówki.
- Jeszcze wczoraj wieczorem jej tu nie było... - powiedziałem do siebie w zamyśleniu i podszedłem do niej. Odlepiłem karteczkę i oczywiście od razu rozpoznałem zadbane pismo Sungjong'a. Uśmiechnąłem się do siebie, kiedy zauważyłem, że nasz maknae po prostu spisał sobie rzeczy, które miał jeszcze kupić przed przyjazdem swoich rodziców.
Przyczepiłem listę z powrotem na lodówkę i powoli ruszyłem w drogę powrotną do mojego pokoju, przy okazji gasząc lampkę, która tak bardzo mnie drażniła.
Otwarłem drzwi i rzuciłem się na łóżko nie dbając już nawet o to, żeby się przykryć. Prawie od razu zasnąłem, jakbym wziął tabletki nasenne, a nie przeciwbólowe.

~*~

- Hyung... Hyung... Myungsoo-hyung! - słaby krzyk przy moim uchu wyrwał mnie ze snu, a przed moimi oczami zauważyłem zmartwioną twarz maknae. - Musisz mi pomóc.
- Co się stało? W czym Ci pomóc? Nie możesz poprosić kogoś innego? - ziewnąłem i przeciągnąłem się delikatnie.
- No ale wszyscy jeszcze śpią... I tak pomyślałem, że jeżeli obudziłbym kogoś innego, to by mi się dostało... - wyglądał na poważnie zagubionego.
- No dobra. To w czym takim Ci pomóc? - spojrzałem na niego siadając na łóżku. - Chodzi o te zakupy, które musisz jeszcze zrobić przed przyjazdem Twoich rodziców?
- Skąd o nich wiesz?
- Poszedłem w nocy po tabletkę i... - nie zdążyłem skończyć, bo przerwał mi jego zmartwiony głos.
- Tabletkę?! Co Ci się stało hyung? Może trzeba zadzwonić po lekarza?... - sięgał już po telefon, ale w porę go powstrzymałem.
- Nic mi nie jest młody. To był tylko ból głowy. Nic poważnego. - uśmiechnąłem się do niego uspokajająco, na co trochę się rozluźnił.
- No dobrze. To skoro już wiesz o zakupach, to możesz się ubrać i pójść na nie ze mną? - spojrzał na mnie tymi swoimi sarnimi oczami i już wiedziałem, że choćbym chciał, nie wygram z tym dzieciakiem.
- Tak, tak. Pójdę z Tobą, tylko daj mi dwadzieścia minut na ogarnięcie.
- Okej! To ja będę czekał w salonie. - wybiegł uszczęśliwiony z mojego pokoju.
Boże, co ja mam z tym dzieciakiem...
Wstałem, podszedłem do szafy i wyjąłem pierwsze lepsze spodnie i moją ulubioną fioletową koszulkę. Wyciągnąłem jeszcze czyste bokserki i skierowałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i zszedłem na dół do salonu, gdzie czekał na mnie już podekscytowany dzisiejszym dniem Sungjong.
- To idziemy? - stanąłem przy kanapie na której siedział. Odwrócił się i wyszczerzył do mnie te swoje idealnie bielutkie ząbki.
- Tak, chodźmy. - zerwał się czym prędzej z siedziska i prawie że pofrunął do przedpokoju, gdzie szybko założył buty i bluzę. Także wykonałem te czynności, tylko nieco spokojniej.
Nasze kroki skierowały się do centrum handlowego, w którym mogliśmy bez żadnych trudności znaleźć potrzebne nam rzeczy. Po drodze niewiele rozmawialiśmy, a jeżeli już, to w sumie jedynie młody nawijał do mnie o tym, jak bardzo ten dzień musi być wyjątkowy i tak dalej.
Cały nasz zespół znał bardzo dobrze rodziców Sungjong'a, bo nieraz bywaliśmy u nich na obiadach, kiedy jeszcze nie pozwalali mu zamieszkać razem z całym zespołem w naszej dormie. Są to niezwykle sympatyczni ludzie i traktują nas tak, jakbyśmy byli członkami ich rodziny. Są dla nas życzliwi, uprzejmi i przyjacielscy. Szczerze mówiąc nie spotkałem się jeszcze z tym, aby ktoś tak się zachowywał w stosunku do prawie obcych im ludzi. Chociaż my jako Infinite, też jesteśmy sobie obcy, to traktujemy się jak braci.
Rozmyślałem tak do czasu, aż dotarliśmy do zamierzonego miejsca. Weszliśmy i pierwsze co w nas uderzyło, to hałas. Hałas setki głosów. Zastanawiałem się, dlaczego tak dużo ludzi postanowiło przyjść akurat tutaj, zamiast siedzieć na świeżym powietrzu i cieszyć się tak piękną pogodą, jaką nam dzisiaj zaserwowano.
- To po co pierwsze idziemy? - maknae rozglądał się dookoła z zachwytem, jakby pierwszy raz widział na oczy tyle kolorów.
- Nie wiem... Może daj mi tą listę? - wyciągnąłem dłoń w jego stronę, a już po chwili znalazła się w niej mała karteczka. Spojrzałem na nią i zauważyłem, że większość rzeczy, to jakieś soki, ciasteczka ( ulubione mamy Sungjong'a jak się później domyśliłem) i alkohol ( nie wiem po co, ale mniejsza o to). - Dobra, to idziemy na dół do spożywczego, bo w sumie nic innego poza jedzeniem i piciem tu nie ma. - uniosłem na niego wzrok i zauważyłem, że dosyć dziwnie mi się przygląda. - Co jest? Jestem gdzieś brudny?
- Nie, po prostu uroczo wyglądasz jak jesteś taki skupiony. Ślicznie marszczysz nosek. - zaśmiał się złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę schodów prowadzących do sklepu.
A w mojej głowie w tym momencie panował istny chaos.
A może to była pustka?
Już sam w sumie nie wiem. W każdym razie było to trudne do ogarnięcia. Powiedział, że jestem uroczy. Wiele razy już to słyszałem, ale nigdy nie reagowałem tak na te słowa. Może to dlatego, że pierwszy raz wypowiedział je mężczyzna? A dokładniej to chłopak... Dzieciak jeszcze. W sumie... Dlaczego mówię o nim dzieciak, skoro jest ode mnie jedynie rok młodszy?
- Hyung, słuchasz mnie? - dopiero wtedy spojrzałem na chłopaka, który od dobrych kilku minut próbował zwrócić na siebie moją uwagę.
- Tak, teraz już tak. - uśmiechnąłem się.
- Co się dzisiaj z Tobą dzieje? Jesteś taki jakiś nieobecny. Wszystko dobrze? Może źle się czujesz? - chwycił mnie za ramiona i zaczął mną obracać w jedną i drugą stronę, a następnie patrząc mi prosto w oczy. Oczywiście po chwili spłonąłem rumieńcem, czego on będąc tak blisko nie mógł nie zauważyć. - Masz gorączkę? Może jednak jesteś chory? Nagle zrobiłeś się taki czerwony... - spojrzał na mnie smutno, a w jego głosie można było wyczuć kilogramy troski.
- N-nie... Nic mi nie jest, naprawdę... - zacząłem się jąkać i próbować uwolnić z jego uścisku. - Jak dalej będziesz mnie tak trzymał, to mnie zgnieciesz. - zaśmiałem się, po czym szybko mnie puścił.
- Przepraszam. - odsunął się lekko ode mnie. - Zróbmy te zakupy jak najszybciej i wracajmy do domu.
Szybko wpakowaliśmy do wózka wszystkie produkty, które figurowały na liście i poszliśmy z nimi do kasy. Zapłaciliśmy, spakowaliśmy wszystko do reklamówek i z całym wyposażeniem mogliśmy w końcu wrócić do domu.
Weszliśmy do domu i od razu skierowaliśmy się do kuchni, gdzie w końcu mogliśmy odłożyć ciężkie torby i trochę odsapnąć. Usiedliśmy przy stole i napiliśmy się zimnej wody. Dopiero teraz zorientowałem się, że jest tu jakoś nadzwyczajnie cicho.
- Gdzie wszystkich wcięło? - spojrzałem na Sungjong'a, który jedynie wzruszył ramionami sam zainteresowany nieobecnością jego hyung'ów.
Wstałem od stołu i postanowiłem rozejrzeć się po domu. Poszedłem najpierw do salonu, gdzie zazwyczaj wszyscy przebywali, jednak teraz nie było tam ani jednej żywej duszy. Następnie poszedłem szukać na piętro, ale również bezskutecznie. W ogrodzie też nikogo nie było. Gdzie oni wszyscy wyparowali?!
Schodziłem na dół, gdy usłyszałem otwieranie się drzwi frontowych i głos Dongwoo. Oczywiście skierowałem swoje kroki w stronę przedpokoju i co zobaczyłem? Zobaczyłem, jak wnoszą tort, o którym kompletnie zapomnieliśmy.
- Masz szczęście, że koleś z cukierni dzwonił, żeby to odebrać, bo w końcu nikt by tego tutaj nie przytaszczył. - powiedział do mnie Hoya.
Uśmiechnąłem się tylko do wszystkich i podążyłem z nimi, kiedy od razu wnosili tort do salonu i postawili go na środku naszego ogromnego okrągłego stołu. Odpakowali go, a po pokoju rozpłynął się przyjemny zapach świeżych malin.
- No nie mogę... Czy nie możemy zjeść go teraz? - Sungyeol wyglądał, jakby miał zaraz rzucić się na wypiek.
- A czy my wyglądamy jak rodzice Sungjong'a? - Pan Zaraz-Zjem-To-Ciasto spojrzał na nas wszystkich po kolei, ale kiedy miał już odpowiadać rozległ się przeciągły dzwonek do drzwi, a po chwili do tego dźwięku doszedł jeszcze szybki tupot stóp, uderzenie najprawdopodobniej o półkę i skrzypnięcie otwieranych drzwi. Potem widziałem już tylko kilka kolorowych plam, które rzuciły się do drzwi, żeby jak najszybciej przywitać się ze starszymi.
Ja ruszyłem powolnym krokiem nigdzie się nie spiesząc. Wiedziałem, że jakbym poszedł szybciej, to musiałbym się przepychać, a tak będę mógł spokojnie się przywitać. Kiedy wszedłem do przedpokoju, akurat państwo Lee kończyli tą wymianę grzeczności.
- Myungsoo, kochanie, chodź no tu, jak ja Cię dawno nie widziałam. - Pani Lee wyciągnęła ku mnie ręce, uścisnęła mnie i ucałowała w oba policzki. - Zmieniłeś się od poprzedniego razu. Wydoroślałeś.
- Czy ja wiem... - nie lubię być komplementowany. Zawsze wtedy nie wiem co powiedzieć, opuszczam głowę i przez jakiś czas po prostu mnie nie ma.
- Oj, już się tak nie zawstydzaj. - zaśmiała się i poczochrała moje włosy. Z panem Lee jedynie wymieniłem uśmiech i krótkie uściski dłoni. Wszyscy skierowaliśmy się do salonu. Poczułem lekkie ukłucie w bok i zatrzymał mnie Sungjong.
- Nawet ze mną eomma się tak nie przywitała. - pokazał mi język i uśmiechnął się przyjaźnie.
Odwrócił się i wszedł do salonu, a ja stałem cały czas wgapiony w miejsce gdzie przed chwilą stał. Znowu powróciło to uczucie. W sumie jego brak. Nie wiedziałem jak się czuję. Jakby odebrano mi wszystkie emocje i zastąpili je czarną dziurą.
- Myungsoo, chodź tu do nas! - to był chyba głos Sunggyu. Nie umiałem go rozpoznać.
Nogi same poniosły mnie do pomieszczenia w którym wszyscy siedzieli i usiadłem na jednym z wolnych foteli. Spojrzałem na zegar. 17:57... Dopiero. Wszyscy śmiali się, rozmawiali i dopiero wtedy spostrzegłem, że z tortu już nawet niewiele co zostało. Popijali soju, zajadali się ciasteczkami. Tylko ja siedziałem trochę wyobcowany, pogrążony we własnych myślach. Kilka razy ktoś próbował wciągnąć mnie do rozmowy, ale odpowiadałem im tylko zdawkowo.
Wydawało mi się, że minęło najwyżej pół godziny, ale gdy spojrzałem ponownie na zegar wybiła akurat 21:00.
- Mianhae, ja chyba pójdę już się położyć. - powiedziałem i skierowałem się w stronę swojego pokoju, w którym już czekało na mnie moje wygodne łóżko.
Nie mam siły już nawet wziąć prysznica. W sumie nawet mi się już nie chce.
Przebrałem się szybko i wskoczyłem pod kołdrę. Od razu gdy położyłem głowę na poduszce poczułem ulgę. W końcu mogę się zrelaksować i nie myśleć o niczym.
Zacząłem już zasypiać, kiedy ktoś bez pukania wszedł do mojego pokoju. Podniosłem się na łokciach i zlustrowałem postać. Sungjong. Wiedziałem, że to on.
- Hyung, mogę dzisiaj spać u Ciebie? - spojrzałem na niego zdziwiony. - No bo wiesz... Moi rodzice zostają jeszcze na jutro... A nie mieliby gdzie spać... Więc powiedziałem, żeby spali u mnie, a ja pójdę do Ciebie... - zaczął się trochę jąkać i mieszać na co tylko się zaśmiałem i uchyliłem kołdrę, pod którą ten od razu się wślizgnął.
- A właściwie dlaczego przyszedłeś do mnie? - czułem ciepło bijące z ciała chłopaka i dziękowałem za to, że jest tak ciemno i nie widać w tej chwili moich rumieńców.
- No bo wiedziałem, że mi pozwolisz. - nie patrzyłem na niego, ale wiedziałem, że uśmiecha się szeroko. - Hyung...
- Tak? - spojrzałem w jego stronę.
- Mogę się do Ciebie przytulić? Będzie mi się lepiej spało. - powiedział nieśmiało, na co jedynie się uśmiechnąłem i przyciągnąłem go do siebie. Ułożył się wygodnie i wtulił w moją klatkę piersiową.
- Dobranoc hyung.
- Dobranoc młody. - odszepnąłem i zamknąłem oczy z zamiarem udania się do krainy Morfeusza, co niestety mi się nie udało. Czułem jak Sungjong miarowo oddycha w moich ramionach i to mnie trochę uspokajało, chociaż nie wiem dlaczego.
Nie mogłem usnąć, więc zacząłem rozmyślać o różnych, chyba nic nie znaczących, sprawach.  Dlaczego maknae zamówił tort na taką nic nie znaczącą okazję? Dlaczego jego eomma przywitała się ze mną czulej niż z własnym synem? Dlaczego czuję się tak dziwnie w obecności tego dzieciaka?
Usłyszałem westchnięcie i chłopak odkleił się ode mnie i odwrócił plecami. Poczułem się zawiedziony, bo już nie mogłem patrzeć na jego śliczną buźkę. Sam westchnąłem, przejechałem delikatnie dłonią po jego jedwabistych włosach i ułożyłem się wygodnie blisko niego. Czułem zapach jego żelu pod prysznic.
I w takiej pozycji, z nosem niemal przyciśniętym do jego szyi, zasnąłem.

sobota, 29 czerwca 2013

Uczucia widzą więcej, niż oczy cz.1

No czeeeeeść wszystkim :3 Jest to moje pierwsze opowiadanie, więc liczę na to, że mi pomożecie w ocenie tego wszystkiego :D Miłej lekturki życzę :3


- Młody! Chodź tu na chwilę! - krzyknąłem w górę schodów z wyczuwalną w moim głosie nutką zdenerwowania. Wiedziałem, że za moment zejdzie, ale ze zniecierpliwieniem zacząłem stukać paznokciami o blat.
- L! Dlaczego znowu budzisz wszystkich swoimi wrzaskami?! - usłyszałem głos Sungyeol'a, który po chwili wszedł do kuchni. - Co on znowu nawypra... Ouuuuu... Dobra, nie było pytania. - odwróciłem się w kierunku wejścia i zobaczyłem chłopaka, który jeszcze przed chwilą darł się na mnie, że wszystkich budzę, chociaż jak zauważyłem, obudził się jedynie on.
Po chwili obaj usłyszeliśmy szybkie kroki na schodach i zobaczyliśmy uśmiechniętego od ucha do ucha maknae.
- No co jest? - spojrzał na mnie i od razu uśmiech zszedł mu z twarzy. - No ale ja tutaj tak nie nabrudziłem! Dlaczego wszystko jest zawsze na mnie? - powiedział z wyrzutem i tupnął nogą ze złością jak małe dziecko, którym w każdym bądź razie jeszcze był.
- No to niby kto? - uniosłem jedną brew w górę.
- No... Yyyy... To znaczy... No dobra, to ja... - w jego głosie można było usłyszeć skruchę. Opuścił głowę i stał tak przez chwilę, ale już po chwili biegał po całym domu i błagał wszystkich, żeby pomogli mu w sprzątaniu całego tego syfu, który narobił, jednak tak jak można było się tego spodziewać, wszyscy mieli jakieś swoje własne wymówki. Zrezygnowany wrócił do kuchni i usiadł na czymś, co wyglądało jak krzesło. Spojrzałem na jego smutną minkę i westchnąłem.
- Dobra, pomogę Ci, ale nie myśl, że tak będzie zawsze. - Sungjong od razu się rozchmurzył i rzucił mi się na szyję, ściskając w geście podziękowań.
- Myungsoo-hyung, ratujesz mi życie. - stanął przede mną z tym swoim słodziutkim uśmieszkiem, który pokazywał zawsze, kiedy był za coś wdzięczny. - Bez Twojej pomocy pewnie sprzątałbym tu przez tydzień.
- Następnym razem jak zrobisz taki bałagan, to choćbyś miał sprzątać przez tydzień, to będziesz tu sprzątał. - mówiąc to starałem się zachować powagę, ale gdy zobaczyłem jak radykalnie zmienia się wyraz jego twarzy wraz z wypowiadanymi przez mnie słowami, nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem.
- Nie zrobisz mi tego hyung! - wykrzyknął z rozpaczą.
- Oj, przecież wiesz, że żartuję. Zawsze któryś z Twoich hyung'ów Ci pomoże. - uśmiechnąłem się do niego i zmierzwiłem mu włosy.
Wszyscy zawsze litowaliśmy się nad nim, wyręczaliśmy we wszystkim i pomagaliśmy. Czuliśmy taką potrzebę, bo przecież jest z nas wszystkich najmłodszy. Czasami udało mu się tak owinąć nas wokół palca, że skakaliśmy przy nim jak służące, a on to bezczelnie wykorzystywał. Mały spryciarz.
- Koniec tego dobrego. Przynieś jakieś ścierki, mop, płyn do podług, wiadro z wodą i wszystkie inne rzeczy, które wydadzą Ci się tutaj potrzebne. - zasalutował mi jak w wojsku i od razu pobiegł po wszystkie te przedmioty, które mu wymieniłem.
Jeszcze raz rozejrzałem się po kuchni i dopiero teraz zacząłem zastanawiać się, co on takiego tu w ogóle zrobił. Miałem ochotę wyszarpać go za te jego ułożone włoski, żeby zapamiętał, że ma nie brudzić tutaj, a jak już chce coś zrobić, to chociaż poprosić któregoś z nas, żeby mu pomógł... Ale to było jedna z jego cech. Zawsze chciał robić wszystko sam. Za każdym razem próbował pokazać nam, że potrafi sam sobie poradzić, ale nigdy mu to nie wychodziło, bo wiecznie coś zepsuł.
- Przyniosłem wszystko! - radosny krzyk maknae wyrwał mnie z rozmyślań. Podszedłem do niego, żeby przyjrzeć się rzeczom, które przyniósł i zobaczyć czy czegoś nie zapomniał. Oczywiście, że zapomniał i to o najważniejszej rzeczy.
- A wiadro z wodą to samo się przyniesie? - spojrzałem na niego pytająco.
- Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. - uderzył pięścią w otwartą dłoń. - Poczekaj, zaraz przyniosę. - kolejny raz zniknął za drzwiami.
Zawsze taki roztrzepany. Mówił dużo i czasami nieskładnie, przez co nie dało się czasami kompletnie go zrozumieć. Robił kilka rzeczy naraz i w większości przypadków ich nie kończył i kończyli to za niego jego hyung'owie... W sumie ja najczęściej. Mimo tego jego nieogarnięcia, to on pomagał wszystkim członkom zespołu, gdy mieli jakieś problemy życiowe. Był takim naszym prywatnym psychologiem, a równocześnie przytulanką.
- Hyung! - odwróciłem się i spojrzałem na niego z przerażeniem.
- Boże... Sungjong, wystraszyłeś mnie. - odetchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem, że to jedynie on. - Przepraszam, zamyśliłem się.
- A nad czym myślałeś? Jakaś dziewczyna zaprząta Ci głowę? - wyszczerzył swoje białe ząbki, ale gdy zobaczył mój prawie morderczy wzrok, od razu się zreflektował. - Dobra, nie ważne... Przyniosłem wiadro. - wskazał na jedyny w miarę czysty kawałek podłogi.
- Ok, to może najpierw zbierz spod zlewozmywaka te kawałki potłuczonych talerzy, bo jak ktoś tu wejdzie to się pokaleczy. Ja zacznę sprzątać na blacie.
- Tak jest, szefie! - zaśmiał się, a przez moje usta przemknął nikły uśmiech.
Sprzątaliśmy tak już od kilkunastu minut, kiedy do kuchni nagle wpadł Sunggyu.
- A tu co się stało? Tornado przeszło? - spojrzał się na mnie, a następnie jego wzrok padł na Sungjong'a. - A no tak... Młody, to pewnie Ty tak nabrudziłeś, co?
- Dlaczego zawsze jak coś się stanie, to wszyscy myślą, że to ja?! - zdenerwował się lekko, przy czym tak uroczo zmarszczył nosek, ale złamał się pod karcącym wzrokiem lidera. - No dobra... Tak, to ja tak nasyfiłem... Wielkie mi co...
Zaśmiałem się sam do siebie. Naprawdę był uroczy gdy się złościł i próbował wszystkich przekonać, że nic złego nie zrobił. Ślicznie marszczył nosek, zaciskał usta i patrzył się na wszystkich zamrużonymi oczami. To wszystko zamiast powodować jakąś ujmę w jego wyglądzie (bo ponoć złość piękności szkodzi ^^), dodawało mu jedynie uroku. Wiem, wiem... Jestem facetem i nie powinienem myśleć tak o drugim facecie. No ale to takie nasze zespołowe dziecko. Z nim nie dało się nudzić.
Podskoczyłem, gdy poczułem jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu, wyrywając mnie z kolejnego w tym dniu już zamyślenia.
- Myungsoo, myjesz ten kawałek blatu już od dobrych pięciu minut. Chyba już zrobiłeś w nim dziurę na wylot tym myciem. - Sunggyu zaśmiał się z własnego żartu i uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, jakby wiedział o mnie coś, o czym ja sam nie wiedziałem.
- Czepiasz się, wiesz? - pokazałem mu język. - A teraz won mi stąd, bo jak widać sprzątamy tutaj. - zacząłem wyganiać go z pomieszczenia. Kiedy już zdołałem wypędzić go z miejsca, w którym pracowaliśmy, stanąłem w drzwiach i zacząłem oceniać ile nam tego wszystkiego jeszcze zostało i ile to może potrwać.
- Jeżeli dobrze nam pójdzie to powinniśmy za niecałe półgodziny skończyć. - uśmiechnąłem się i spojrzałem na młodego, który patrzył się na mnie z otwartymi ustami. - Dlaczego się tak na mnie patrzysz? Coś nie tak? Coś się stało? - podszedłem do niego zaniepokojony i położyłem dłonie na jego ramionach lekko nim potrząsając.
- Nie... Hyung, Ty się uśmiechnąłeś... - przez chwilę dalej patrzył się na mnie ze zdziwieniem, a potem nagle bez uprzedzenia rzucił się na mnie i zaczął się przytulać. - Tak dawno nie widziałem Twojego niewymuszonego uśmiechu.
- Ok, rozumiem, że się cieszysz, ale mógłbyś przestać mnie dusić? Masz więcej siły, niż sam byś pomyślał. - odsunął się ode mnie, a jego twarz pokrył rumieniec zawstydzenia. Nie chcę się powtarzać, ale ten chłopak naprawdę jest uroczy. Dziwię się, że jeszcze nie ma dziewczyny, bo przecież miałby w czym wybierać.
I ta reakcja Sungjong'a... No tak, ostatnio jakoś mało kiedy się uśmiechałem, a kiedy już to robiłem, był to uśmiech wymuszony... Ale chyba nikt normalny nie miałby z powrotu uśmiechu takiej radochy. Nieważne.
- A tak w ogóle, to co Ty tu robiłeś, że było tu tak brudno? - spojrzałem na niego z zaciekawieniem.
- Przecież jutro przyjeżdżają moi rodzice... No i chciałem upiec im tort... Najwyraźniej niezbyt dobrze wychodzi mi obsługa wszystkim w kuchni. - westchnął, a ja zaśmiałem się na widok jego zrezygnowanej miny.
- Nie łatwiej byłoby po prostu pójść do cukierni i zamówić tort?
- Niby tak, ale ja chciałem, żeby to było wyjątkowe, żebym sam to zrobił i oni byli ze mnie dumni. - opuścił głowę.
- Jeżeli chciałeś już sam to zrobić, to mogłeś chociaż poprosić któregoś z nas o pomoc, wtedy na pewno by coś z tego wyszło. - uśmiechnąłem się do niego pokrzepiająco i zmierzwiłem jego czuprynę, na co od razu się rozweselił.
- Może i masz rację. - uśmiechnął się do mnie, a we mnie pojawiło się dziwne uczucie, którego sam nie potrafię opisać. - Dobra, kończmy to , bo będziemy tu sprzątać do jutra. - Zaśmiał się, a jego przyjemny dla ucha śmiech wypełnił całe pomieszczenie. Skinąłem jedynie głową i wziąłem się za dokończenie porządków.
Pracowaliśmy bez słów. Żaden z nas nie odezwał się ani razu. Szkoda... Lubię słuchać jego głosu. Zwłaszcza, kiedy mówi do mnie hyung. Tyle razy mówiłem mu, że może mówić do mnie po prostu po imieniu, bo przecież nie ma między nami wielkiej różnicy wiekowej, bo jedynie rok. On niestety, albo stety, uparł się i od tamtego czasu mówi tak jak najczęściej.
Nie mogę wytrzymać już tej ciszy... Muszę coś w końcu powiedzieć.
- Skończyłeś? - nawet na niego nie spojrzałem.
- Prawie, a Ty hyung? - nie zdążyłem nawet otworzyć ust, żeby coś powiedzieć, gdy usłyszałem, jak przewracają się wszystkie talerze, które były położone na blacie. Na szczęście młody w porę je złapał i żaden się nie potłukł. Oparłem się o szafkę i odetchnąłem z ulgą przymykając oczy.
- Nie przeżywaj tak, to jedynie talerze. - usłyszałem jego głos tuż przy moim uchu i odskoczyłem od niego, gdy tylko otworzyłem oczy. Był blisko... - Nie bój się, chciałem tylko schować te talerze, żeby nie przeszkadzały. - zaśmiał się z mojej reakcji i z mojej pewnie strasznie wystraszonej miny.
Spojrzałem jeszcze tylko raz na niego i chwyciłem mop, którym zacząłem myć podłogi.
- Teraz tak myślę... O której jutro przyjeżdżają Twoi rodzice? - spojrzałem na chłopaka. - Rano czy raczej jakoś popołudniu?
- Mówili, że powinni zjawić się mniej więcej koło 13:00-14:00. - powiedział odwracając się twarzą do mnie. - A dlaczego pytasz?
- Jeżeli już tak bardzo zależy Ci na tym torcie, to możemy teraz iść do cukierni i zamówić, a jutro przed przyjazdem Twoich rodziców go odebrać.
- Naprawdę? Możemy? Byłoby świetnie! - kolejny raz już w tym dniu posłał mi ten swój szeroki uśmiech.
- No to bierz się do sprzątania, a nie patrzysz na tą ścierkę, jakby miała zaraz zamienić się w jakąś księżniczkę Disney'a. - zaśmiałem się.
Po tym komentarzu oboje zabraliśmy się do jeszcze cięższej pracy i w dziesięć minut kuchnia lśniła czystością lepszą, niż gdy przeprowadziliśmy się tutaj z całym zespołem.
- Chłopaki! Młodzi chyba już skończyli! - usłyszeliśmy głos Dongwoo, który prawdopodobnie od dłuższego czasu przyglądał się naszym poczynaniom.
Po chwili słychać było jedynie stukot butów na schodach pozostałej czwórki i ich przepychanie się do kuchni. Kiedy wszyscy weszli, zapadła grobowa cisza, którą przerwał Hoya.
- Ej, to my mamy takie fajne kafelki w kuchni? - zapytał i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Nie no, kawał dobrej roboty odwaliliście. - stwierdził z podziwem Sunggyu i uśmiechnął się do nas, a my odwzajemniliśmy gest. Oczywiście wzrok całego zespołu spoczął na mnie i już wiedziałem, o co im chodzi.
- Myungsoo... Czy Ty się właśnie uśmiechnąłeś? - zdziwił się Woohyun.
- No wreszcie! Już nie mogłem patrzeć, jak chodzisz taki smętny. - wyszczerzył się Dongwoo.
- Dobra, dobra, nie stresujcie chłopaka! - o dziwo powiedział to Sungjong. - Hyung, idziemy do tej cukierni? - zwrócił się już do mnie, a w jego głosie i zarazem w oczach usłyszałem nutkę zniecierpliwienia.
- Idziecie do cukierni? - skinęliśmy jednocześnie głowami. - To możecie kupić ciastka, bo się skończyły. - smutek w głosie Sungyeol'a był tak bardzo wyczuwalny, że żaden z nas nie mógł się powstrzymać przed ponownym wybuchem śmiechu.
- Dobra, chcecie coś jeszcze z cukierni? - spojrzałem na wszystkich po kolei, ale żaden się nie zgłosił. - Ok, to my idziemy. Chodź młody. - ruszyłem w kierunku przedpokoju, wyjąłem buty i bluzę i zacząłem się ubierać.
- Hyung, poczekaj, nie wziąłem telefonu. - maknae pobiegł na górę, ale zaraz wrócił. - Ok, jestem.
- Po co Ci telefon w cukierni? Nigdy nie brałeś telefonu ze sobą na takie krótkie wypady. - spojrzałem na niego, otworzyłem drzwi i przepuściłem go w nich.
- W sumie sam nie wiem, ale pomyślałem, że może lepiej będzie, jak go wezmę. - uśmiechnął się do mnie.
Zamknąłem za sobą drzwi i ruszyliśmy w kierunku cukierni. Na szczęście nie była ona daleko. Po kilku minutach już staliśmy w ciepłym wnętrzu małej cukierni.
- To idź zamów ten tort, a ja pójdę kupić te nieszczęsne ciastka. - jak powiedziałem, tak zrobiliśmy.
Parę minut później wracaliśmy już do domu.
- Nie powiedziałeś mi, jaki wybrałeś ten tort. - spojrzałem na niego.
- Czekoladowo-malinowy. Moja mama taki uwielbia. - uśmiechnął się delikatnie.
Weszliśmy z powrotem do domu i od progu oczywiście zaatakował mnie Sungyeol.
- Masz ciastka? Powiedz, że je kupiłeś, proszę. - spojrzał na mnie wzrokiem proszącego szczeniaczka, choć wiedział, że na mnie ta mina nie działa.
- Masz. - wyjąłem ciastka z papierowej torby. - Tylko nie zjedz ich wszystkich teraz, bo znowu nie będę Ci po nie latał! - krzyknąłem za odchodzącym już wielkoludem.
Rozebrałem bluzę i buty i poszedłem na górę, do swojego pokoju. Od razu rzuciłem się na łóżko i dopiero wtedy poczułem jak bardzo zmęczyło mnie sprzątanie.
Rozejrzałem się po pokoju, w którym też nie było idealnego porządku. Westchnąłem i podszedłem do szuflady, z której wyjąłem czyste bokserki, wyszedłem z pokoju i skierowałem się do łazienki. Nagle jak z pod ziemi przed oczami wyrósł mi Sungjong.
- Hyung... Bo tak sobie pomyślałem, że chyba za to wszystko co dla mnie robisz, powinien Ci się odwdzięczyć, prawda? - spojrzał na mnie zawstydzony, a ja pewnie wyglądałem jak idiota zdziwiony całą tą sytuacją.
- Nie musisz mi się za nic odwdzięczać. - uśmiechnąłem się do niego lekko i, jak to mam w nawyku, zmierzwiłem mu włosy.
- W każdym razie, dziękuję. - przybliżył się do mnie i cmoknął mnie przelotnie w policzek. Po chwili uciekł i zamknął za sobą drzwi do swojego pokoju. Pachniał perfumami... Perfumami, które kupiłem mu na jego urodziny. Nigdy ich przecież nie używał.
Stałem jak przyklejony do podłogi i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nawet nie wiem kiedy wszedłem do łazienki, ściągnąłem z siebie ubranie i stanąłem pod prysznicem. Czułem się, jakby te czynności wymazano mi z pamięci. Umyłem się szybko i poszedłem z powrotem do mojego pokoju. Położyłem się powoli na łóżku dalej nie wiedząc co się ze mną dzieje i dlaczego tak na to wszystko zareagowałem. Może to przez to zmęczenie? Tak, to na pewno przez to. Prześpię się i wszystko już będzie normalnie. Tak więc, dobranoc.