poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Happy end ( Daehyun B.A.P )

No więc cześć ^^
Dzisiaj może tak trochę nietypowo, bo to scenariusz >,<
No, ale czego nie robi się dla przyjaciółki XDD <3
Także liczę, że będzie on w Waszych oczach dobry ^^
Miłego czytania! :3
_______________



- Myślicie, że to jest śmieszne? Co ja Wam takiego zrobiłam? - starałaś się mówić beznamiętnym tonem, ale i tak w połowie Twojej wypowiedzi głos zadrżał Ci niebezpiecznie.
- Ooo, czyżby nasza malutka się bała? - szyderczy śmiech chłopaka jeszcze przez chwilę dudnił Ci w uszach.
- Dajcie sobie po prostu spokój, bo to już naprawdę przestaje być zabawne. - tym razem w Twoim głosie nie dało się usłyszeć żadnej emocji, właśnie tak, jak tego chciałaś. Blondyn spojrzał na Ciebie z nieukrywaną pogardą i z impetem rzucił na ziemię Twoją torbę, którą jeszcze chwilę temu trzymał nad swoją głową tak, żebyś nie mogła jej dosięgnąć.
- Nie myśl, że Ci odpuszczę. - syknął wprost w Twoją twarz. - Idziemy. - kiwnął jedynie na swoich koleżków i odszedł.
Westchnęłaś i zaczęłaś zbierać z podłogi wszystkie zeszyty, które wypadły z torby. No tak, co z tego, że jesteśmy w środku szkoły. Przecież oczywiście nikt nie widzi co się dzieje. Prychnęłaś cicho pod nosem i ze złością założyłaś torbę na ramię. Postanowiłaś w końcu udać się pod salę, w której miałaś kolejną lekcję. Chciałaś już zrobić krok w przód, kiedy poczułaś dotyk na swoim ramieniu. Odwróciłaś się z przerażeniem, myśląc, że może ten debil znowu postanowił się o coś przyczepić. Może o kolor Twojej bluzki dzisiaj? Tak jakby nie miał swoich problemów. Jednak to nie był on... Nie on, ale on też lepszy nie był.
- Nic Ci się nie stało? Widziałem, że znowu się do Ciebie przyczepili. Chciałem pomóc, ale akurat odchodzili od Ciebie. - Daehyun mówił to cały czas patrząc Ci w oczy.
- Nie, nic mi nie jest, a teraz przepraszam, ale śpieszę się na biologię. - powiedziałaś oschle i odeszłaś. Nie lubiłaś go. W sumie nie było żadnego powodu Twojej niechęci do bruneta. Po prostu jakoś nie przypadł Ci do gustu. Taka już byłaś. Stanęłaś pod salą czekając na dzwonek. Oparłaś się o parapet i w tej chwili zaatakowała Cię Twoja przyjaciółka.
- Gdzieś Ty była?! - nie była zdenerwowana, raczej wystraszona. Wiedziała, że jak jesteś sama często ludzie wykorzystują to, żeby się nad Tobą poznęcać.
- Wiesz, miałam miłą pogawędkę z JiYong'iem i jego ekipą. - posłałaś jej krzywy uśmiech, a ona od razu zaczęła oglądać Cię z każdej strony, czy aby nic Ci się nie stało. W sumie musiało wyglądać to komicznie, kiedy tak latała wokół Ciebie.
- No przecież mnie nie pogryzł, przestań. - zaśmiałaś się, a ona tylko spojrzała na Ciebie. W tym momencie zabrzmiał dzwonek na lekcje. Weszłyście do sali. Dobrze, że lubiłaś biologię, bo inaczej pewnie nie usiedziałabyś na miejscu. W końcu był piątek, a to ostatnia lekcja. Każdy myśli już tylko o tym, co robić w weekend. Skupiłaś się na słowach nauczycielki. Zastanawiałaś się, czy tylko Ty miałaś wrażenie, że jej głos jest strasznie usypiający. Miałaś ochotę położyć się na ławce i po prostu zasnąć. Nagle drzwi otworzyły się, a oczy wszystkich z klasy skierowały się w tamtym kierunku. Do środka wszedł Daehyun. Westchnęłaś tylko i przeniosłaś wzrok na swój zeszyt. Kiedy narysowałaś te wszystkie serduszka? O czym Ty w ogóle wtedy myślałaś?
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale ____ jest wzywana do dyrektora. - gdy to mówił w klasie było słychać niezliczone ochy i achy dziewczyn z Twojej klasy. Uwielbiałaś się z nich naśmiewać z Twoją przyjaciółką, ale teraz nie było Ci do śmiechu. Po co miałaś iść do dyrektora?
- ____, idź proszę. - nauczycielka zwróciła się do Ciebie, a Ty wstałaś od ławki i po prostu jak gdyby nigdy nic wyszłaś. Nie chciałaś dać po sobie poznać, że jesteś wystraszona. Przez całą drogę słyszałaś jego kroki za sobą. I nagle Cię oświeciło. Stanęłaś i odwróciłaś się w jego stronę. Spojrzałaś na niego. Może i za nim nie przepadałaś, ale musiałaś przyznać, że jest przystojny.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zmrużyłaś oczy.
- Po prostu się martwię. Nie chcę, żeby coś Ci się stało. - martwi się? Spojrzałaś na niego zdziwiona.
Kiedyś byliście przyjaciółmi. Nie odstępowaliście siebie na krok. A potem co? Potem nagle wyjechał. Nie było go przez półtora roku. Nie dzwonił, nie pisał, nie odpowiadał na Twoje wiadomości i co? I teraz myśli, że wszystko będzie jak dawniej? Że nagle rzucisz mu się w ramiona i powiesz, jak bardzo za nim tęskniłaś? Nie. Przysięgłaś sobie, że już nigdy nie okażesz mu chociaż grama dobroci po tym wszystkim.
- Nie musisz się martwić, sama sobie doskonale radzę. - warknęłaś na niego i otworzyłaś drzwi do gabinetu dyrektora. Spojrzałaś jeszcze tylko raz w jego stronę i w tym momencie poczułaś jak miękniesz. Jego oczy. Jeszcze nigdy nie widziałaś tyle smutku naraz.
~*~
- Nareszcie w domu. - wyszeptałaś sama do siebie wchodząc do mieszkania i od razu udając się do swojego pokoju. Włączyłaś komputer i poszłaś do kuchni po coś do picia. Wróciłaś do pokoju i usiadłaś przed monitorem. Co by tu robić? Weekend może i jest fajny, ale czasami po prostu wieje straszliwą nudą. W końcu postanowiłaś, że potańczysz. Było dosyć miejsca, a taniec po prostu uwielbiałaś, kochałaś całym sercem. Puściłaś muzykę i zaczęłaś się wczuwać w rytm. Twoje ciało płynęło z muzyką. Unosiłaś się na nutach. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ten denerwujący dźwięk dzwonka do drzwi. Zdenerwowana, że ktoś ośmielił Ci się przerwać poszłaś otworzyć. Bez zastanowienia, nawet nie patrząc przez wizjer kto to, otworzyłaś z rozmachem drzwi. Stanęłaś jak wryta. Najpierw ogarnęło Tobą zdziwienie, a potem złość.
- Co tu Ty robisz? - wysyczałaś. Nie potrafiłaś zdobyć się na choćby miły ton w stosunku do niego.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, wyjaśnić wszystko. Chcę to wszystko naprawić, rozumiesz? - w jego głosie słychać było skruchę i smutek. Nie dam się na to nabrać. Nie dam się znowu tak skrzywdzić. Prychnęłaś i zamknęłaś mu drzwi przed nosem. Wróciłaś do tańca. Jednak to wszystko nie dawało Ci spokoju. Nie potrafiłaś się skupić.
Podeszłaś do drzwi i głęboko odetchnęłaś delikatnie otwierając drzwi. Siedział na schodach na klatce tyłem do Ciebie. Po cichu podeszłaś do niego i usiadłaś obok. Nie spojrzałaś na niego, nie mogłaś. On za to patrzył na Ciebie ze zdziwieniem i delikatnym uśmiechem.
- Mów co masz mówić. - odezwałaś się nienaturalnie słabym głosem. Przebiegły Cię zimne dreszcze, kiedy poczułaś jego dłoń na swojej.
- Nie chciałem wyjeżdżać. Nie chciałem Cię zostawiać. Ale nie mogłem też sprzeciwić się rodzicom. Gdybym z nimi nie wyjechał, pewnie by się obrazili, czy coś... Nawet nie wiesz jak bardzo mi Ciebie brakowało. Twojego uśmiechu, głosu, spojrzenia. Oglądania tego, jak zatracasz się w tańcu. - uśmiechnął się do swoich myśli. - Tęskniłem za Tobą. Musiałem wrócić, choćby nie wiem co. - spojrzał Ci głęboko w oczy.
Dopiero wtedy zorientowałaś się, że po Twoich policzkach płyną łzy, a on sam nie wiedział co zrobić.
- Nie wiesz jak ja się czułam, kiedy nagle zniknąłeś... Wyjechałeś bez pożegnania. Nie dawałeś znaku życia. Odciąłeś się kompletnie! Myślisz, że jak ja się wtedy czułam? Czułam się jak idiotka zostawiona przez najlepszego przyjaciela! Przepłakałam tyle nocy. Tyle razy dzwoniłam i do Ciebie i do Twoich rodziców. Nikt nigdy nie odbierał. - rozpłakałaś się na dobre. - Półtora roku męczarni. A potem nagle zjawiasz się, jak gdyby nigdy nic i myślisz, że wszystko będzie dobrze?! Nie, nie będzie. - spojrzałaś na niego. Płakał. Pierwszy raz widziałaś, jak Jung Daehyun płacze. Czułaś, że cały gniew z Ciebie uleciał. Wyciągnęłaś rękę i starłaś z jego policzka łzę.
- Nie wiedziałem, że tak będziesz to przeżywała. Mianhae. - spojrzał na swoje trampki.
- Mogłeś się przynajmniej pożegnać. - wyszeptałaś łamiącym się głosem. Poczułaś, że zbliża się kolejna fala łez. Dae też to widział. Odwróciłaś się w jego stronę. Był blisko. Niebezpiecznie blisko. Twoje serce przyśpieszyło.
- Jest jeden plus tego wyjazdu. - mówił cicho coraz bardziej się do Ciebie przybliżając. Zaczęłaś się odsuwać. No cóż, taki odruch.
- Ja-jaki? - zająknęłaś się i w tym momencie poczułaś, że opierasz się już o ścianę. Nie mogłaś dalej się cofać.
- Zdałem sobie sprawę, jak bardzo Cię potrzebuję do normalnego funkcjonowania. Jak ważna jesteś dla mnie. - pogłaskał Cię delikatnie po policzku, a Ty zadrżałaś pod wpływem jego dotyku. Spojrzał Ci głęboko w oczy, a następnie przeniósł wzrok na Twoje usta. Stało się to, czego od tak dawna chciałaś, a zaraz czego się obawiałaś. Poczułaś jego usta na swoich. Przestałaś myśleć. Świat wokół Ciebie uległ samozniszczeniu. Zostaliście tylko Wy. W Twojej głowie wirowało. Tak szybko jak się to zaczęło, tak szybko się skończyło.
Poczułaś, jak zakłada Ci włosy, które opadły Ci na twarz, za ucho. Zawsze tak robił. Nie otwierałaś oczu. Bałaś się, że jeżeli je otworzysz, okaże się, że to było tylko jedno z Twoich licznych wyobrażeń.
- ____, otwórz oczy. - powiedział ze śmiechem. Niechętnie podniosłaś powieki i spojrzałaś na jego uśmiechniętą twarz. - Nie odepchnęłaś mnie. Czy to znaczy, że Ty też... - nie zdążył dokończyć, ponieważ zatkałaś mu usta swoimi. Objął Cię w pasie i przyciągnął do siebie. Po jakimś czasie niechętnie oderwaliście się od siebie. Zaczęłaś się śmiać.
- To takie dziwne, że musieliśmy przeżyć coś takiego, żeby zrozumieć nasze uczucia. - dalej się śmiałaś, a on tylko uśmiechnął się wesoło.
- Przynajmniej teraz już będzie wszystko dobrze. W każdej bajce jest happy end. W naszej też będzie. - zbliżył się do Ciebie i pocałował Cię w czoło.
- Oppa... - spojrzał na Ciebie ze zdziwieniem, przecież nigdy się tak do niego nie zwracałaś. - Saranghaeyo.

2 komentarze: