Annyeong <3
Wzięłam się w końcu za pisanie kolejnego rozdziału... Uffffff... XDD
Przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać, ale wiecie, wakacje i te sprawy, a jeszcze wena kompletnie mnie opuściła >_<
No ale w końcu jest! :D Dobra, nie zanudzam Was dalej XDD
No dobra, życzę miłego czytania! :3
___________________________
Ehh... Dlaczego to słońce mnie tak razi? Jeżeli znowu zapomniałem opuścić rolety, to osobiście stwierdzam, że jestem debilem. W sumie nie chce mi się już zbytnio spać, więc chyba po prostu już pójdę robić śniadanie dla chłopaków. Tylko chwila... Dlaczego ktoś się do mnie przytula? Kto się wbił znowu do mojego łóżka?!
Odwróciłem się delikatnie, żeby nie zbudzić intruza. Przetarłem oczy i przyjrzałem się twarzy osobnika. Sungjong. No tak, przecież sam go tutaj zaprosiłem, bo jego rodzice śpią u niego...
Dotknąłem delikatnie jego gładkiego policzka, na co ten mruknął i uśmiechnął się przez sen. Spłoszony odsunąłem się od niego, ale tylko na tyle, by go nie obudzić, a dalej móc czuć jego ciepło. Spojrzałem na jego lekko zmierzwione włosy i ładnie wykrojone usta, które rozchylały się z każdym jego oddechem. Uśmiechnąłem się sam do siebie i spojrzałem niepewnie na zegarek - 8:50. No dobra, czas się zwijać.
Wygramoliłem się z łóżka uważając, żeby nie zbudzić maknae. Wyjąłem jeszcze tylko czyste bokserki z szuflady i jakąś pierwszą lepszą koszulkę. Wyszedłem po cichu z pokoju i udałem się do łazienki, żeby wziąć szybki prysznic.
~*~
Po odświeżeniu się od razu zszedłem do kuchni i otwarłem lodówkę. No cóż... Chyba muszę wziąć któregoś z chłopaków i pójść na zakupy, bo o samym chlebie i wodzie raczej długo nie pożyjemy. Przejrzałem jeszcze to co było. Na tosty wystarczy. Jak będą się czepiać, to następnym razem im śniadania nie robię.
Wyjąłem potrzebne składniki i zabrałem się za przyrządzanie jedzenia.
- Czuję się teraz trochę jak gospodyni domowa. - mruknąłem sam do siebie i zaśmiałem się cicho.
- Mówiłeś coś? - na dźwięk czyjegoś głosu podskoczyłem ze strachu i wypuściłem nóż, którym jeszcze chwilę wcześniej kroiłem ser. - No bez przesady... Naprawdę aż taki straszny jestem? - powiedział Sunggyu lekko zawiedzionym głosem.
Odwróciłem się tylko do niego i zmierzyłem go zdenerwowanym wzrokiem.
- Właśnie robię śniadanie, więc albo mi pomóż, albo wyjdź. - schyliłem się żeby podnieść nóż.
- Ooo, a co dobrego robisz? Tosty? No dobra, niech Ci będzie, pomogę. - uśmiechnęliśmy się delikatnie do siebie i zajęliśmy się tym, co mieliśmy robić.
Po mniej więcej 25 minutach męczarni z krojeniem sera i szynki wszystko było gotowe.
- Dobra, zaniesiesz to do salonu? - spojrzał na mnie sarnimi oczami. - Ja pójdę w końcu wziąć prysznic. - wyszedł nawet nie czekając na moją odpowiedź.
Westchnąłem tylko i zabrałem tacę, na której stał talerz pełen tostów i 9 szklanek z sokiem pomarańczowym. Wyszedłem z kuchni i skierowałem się do salonu. Zacząłem się modlić, żeby nic nie wylać, bo moja koordynacja z rana nie zachwyca... W końcu postawiłem tacę na stole w salonie i wróciłem, żeby zacząć budzić pozostałych. Kiedy wchodziłem na schody zobaczyłem mamę Sungjong'a, która akurat wchodziła do domu z dwoma siatkami wypakowanymi różnorakim jedzeniem. Szybko podszedłem, żeby wziąć od niej zakupy i od razu je wypakować.
- Nie musiała pani kupować nam jedzenia. Sami poszlibyśmy na zakupy. To tylko sprawiło pani kłopot.
- To akurat była dla mnie przyjemność. Dawno nie robiłam takich zakupów. - zaśmiała się melodyjnie. - Myungsoo, kochanie, mam do Ciebie pytanie. - odezwała się ponownie, kiedy wkładałem wszystko do lodówki.
- Proszę pytać. - obróciłem się do niej i czekałem trochę zdziwiony.
- Sungjong zawsze o Tobie dużo mówi. W sumie kiedy rozmawiamy, mówi jedynie o Tobie. Wiem, że cały czas opiekujesz się moim synem i za to chciałam Ci podziękować. - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. - No, ale moje pytanie... Tylko proszę Cię, nie bierz go do siebie. Chciałam Cię spytać... Czy łączy Was coś poważnego? - spojrzała na mnie wyczekująco. W tym momencie musiałem mieć bardzo głupi wyraz twarzy. Kilka razy powtarzałem sobie to pytanie, żeby w końcu do mnie dotarło.
- Nas... To znaczy... Mnie i Sungjong'a? - jąkałem się i nie wiedziałem co powiedzieć, co ze sobą zrobić.
- Jeżeli nie chcesz to nie odpowiadaj. Rozumiem, że jesteś trochę zmieszany, pewnie się tego nie spodziewałeś. - w jej oczach widać było jak bardzo ona w tej chwili jest zmieszana. - Zawsze będę traktowała Cię jak mojego drugiego syna. Ale mam także do Ciebie jedną prośbę. Opiekuj się moją kruszynką jak najlepiej, dobrze? - skinąłem jedynie głową, bo na wyduszenie choćby jednego słowa nie było mnie akurat stać. Ukłoniła się lekko w podziękowaniach i szeroko uśmiechnęła, po czym wyszła. Stałem tak jeszcze chwilę nie wiedząc co mam zrobić. Spojrzałem w bok i po raz kolejny w tym dniu dostałem zawału serca.
- Stoję tutaj już od dobrych kilku minut, a Ty zauważyłeś mnie dopiero teraz? - Woohyun prawie turlał się ze śmiechu. - Stary, Twoje przerażenie powala. - Teraz już naprawdę turlał się po podłodze. Patrząc tak na niego, zacząłem zastanawiać się jakimi idiotami oni czasami się wydają, albo naprawdę nimi są... W sumie nie chciałem się nad tym nawet dłużej zastanawiać. Dobrze chociaż, że podłogi są czyste. Westchnąłem.
- Za 5 minut mam Cię widzieć w salonie. - spojrzałem na niego ostrzegawczo i poszedłem do mojego pokoju zobaczyć, czy młody jeszcze śpi.
Po cichu wszedłem do pomieszczenia, a mój wzrok padł od razu na siedzącego na łóżku Sungjong'a, który przecierał sobie oczy. Teraz naprawdę wyglądał jak dziecko.
- Wyspany? - odezwałem się widząc, że on jeszcze niezbyt kontaktuje.
- No... Chyba... W sumie jeszcze nie wiem. - zaśmiałem się cicho, a on ziewnął.
- Idź wziąć prysznic i zejdź od razu na śniadanie, ok? - spojrzałem na niego z uśmiechem.
- Yhym, dobrze, zaraz będę. - wstał i wyszedł z pokoju. Po chwili słychać było strumienie lejącej się wody.
Zszedłem z powrotem do salonu, gdzie siedzieli już niemal wszyscy, z wyjątkiem Sungjong'a, Woohyun'a (pewnie dalej turla się ze śmiechu w kuchni XD) i taty maknae. Przywitałem się ze wszystkimi i usiadłem na swoim stałym miejscu obok Hoyi. Po chwili byli już wszyscy. Siedzieli, zajadali się tostami, śmiali i rozmawiali.
- Wiecie kochani, po śniadaniu chyba będziemy się zbierać w drogę powrotną. - uśmiechnął się pan Lee do wszystkich z osobna.
- Przecież mogą państwo zostać u nas ile tylko chcą. - wtrącił Sunggyu.
- Wiemy, wiemy, ale mamy także własny dom, a Wy pewnie ręce pełne roboty. - zaśmiał się.
- No dobrze, skoro taka jest państwa decyzja... Ale nasze drzwi zawsze są otwarte! - uśmiechnął się szeroko lider.
Po skończonym posiłku ja wziąłem się za sprzątanie, rodzice maknae poszli szykować się do podróży, a reszta zespołu... Po prostu opierniczała się przed telewizorem. W końcu nie wytrzymałem.
- Czy moglibyście ruszyć swoje zgrabne tyłeczki i chociaż posprzątać sami po sobie? - warknąłem na nich, a oni spojrzeli najpierw na mnie, a potem zaczęli wszyscy wymieniać się spojrzeniami.
- L, co się z Tobą dzieje? Masz nerwy jak baba w ciąży. - powiedział Dongwoo, a ja tylko spojrzałem się na niego wzrokiem, który mógłby zabijać.
- Dobra ludzie, weźmy się wszyscy w garść i pomóżmy Myungiemu. On nie jest sprzątaczką. - nie spodziewałem się, że takie zdanie usłyszę akurat od Sungyeol'a, ale rzuciłem mu dziękujące spojrzenie i wróciłem do kuchni, gdzie zmywałem naczynia. Po chwili słuchać było dźwięk odkurzacza, szuranie szczotki po podłodze itd.
- Mogę Ci pomóc? - spojrzałem na Sungjong'a, który przyglądał się jak zmywałem.
- Jasne. Będziesz wycierał i wkładał do szafki, ok? - przytaknął z uśmiechem i już po chwili wszystkie talerze i szklanki były umyte.
- Pewnie smutno Ci, że Twoi rodzice już wyjeżdżają... - powiedziałem, wypuszczając wodę ze zlewu.
- W sumie to niezbyt. Przecież mam Ci... Was. - zarumienił się lekko. - Przyzwyczaiłem się już do tego, że nie jestem zbyt blisko rodziców.
- No tak, ja moich nie widziałem od debiutu... - westchnąłem i obróciłem się, prawie wpadając na stojącego za mną maknae.
- Ja chyba dzisiaj zawału dostanę... Już trzeci raz dzisiaj się wystraszyłem... O co chodzi? - Młody zaśmiał się tylko na to.
- Dzieci! My już jedziemy! - usłyszeliśmy z korytarza, więc popchnąłem Lee w stronę wyjścia.
Wyściskani i wycałowani przez rodziców maknae, życzyliśmy im szczęśliwej podróży i po chwili już było po wszystkim. Połowa z nas poszła do swoich pokoi, a druga połowa uwaliła się spowrotem przed telewizorami i konsolą. Ja poszedłem do pokoju, usiadłem na łóżku i zacząłem się zastanawiać co robić. W końcu doszedłem do wniosku, że i tak nie ma co robić, więc się zdrzemnę. Założyłem słuchawki i włączyłem muzykę. Zerknąłem jeszcze tylko na zegarek. 12:45. Po chwili leżałem już pogrążony we śnie.
~*~
Tak fajnie się spało i akurat teraz musiało zacząć burczeć mi w brzuchu... Co za życie... Zaraz, zaraz... Co tu tak cicho?
Zszedłem na dół i zerknąłem do salonu, jednak był pusty. Co tu się dzieje? Gdzie wszystkich wcięło?
Kolejnym pomieszczeniem do którego spojrzałem, była kuchnia. Tutaj przykuła moją uwagę kartka przyczepiona magnesem do lodówki. Podszedłem do niej i zacząłem czytać.
"Poszliśmy na miasto coś zjeść. Chcieliśmy Cię obudzić, ale Sungjong stwierdził, żebyśmy zostawili Cię w spokoju. Nie gniewaj się. Przyniesiemy Ci coś do jedzenia ^^ ~Woohyun"
No tak, tego się można było spodziewać. Westchnąłem, zgniotłem kartkę i wyrzuciłem do śmieci. Stwierdziłem, że na pewno jeszcze przez długi czas ich nie będzie, więc w tym czasie wezmę prysznic i chyba dalej pójdę spać. Po drodze wziąłem sobie tylko jabłko, żeby jakoś zabić głód.
Wróciłem do pokoju, wziąłem ze sobą to, co było potrzebne i skierowałem się do łazienki.
Spojrzałem w lustro. No tak, moje odbicie zdecydowanie nie zachwycało. Pewnie teraz nikt nie powiedziałby, że jestem twarzą zespołu. Byłem blady, z lekko podkrążonymi oczami. Odwróciłem się od zwierciadła, zrzuciłem z siebie niepotrzebne ubrania i wszedłem do kabiny. Odkręciłem letnią wodę i stałem tak przez chwilę jedynie patrząc jak krople spływają po moim ciele. Chyba właśnie tego potrzebowałem. Musiałem zmyć z siebie wszystko. Wszystkie myśli... Myśli o tej dziwnej porannej rozmowie, o moich uczuciach, o Sungjong'u... W sumie to o uczuciach do Sungjong'a. Nie rozumiałem i nie rozumiem samego siebie. Dlaczego zawsze w jego obecności staram się zwrócić jego uwagę na siebie, albo wyłączam się całkowicie i przestaję myśleć? Dlaczego zawsze gdy mnie dotknie przechodzą mnie dreszcze? Dlaczego tak bardzo uwielbiam dźwięk jego głosu i zapach jego żelu pod prysznic? Dlaczego tak bardzo zależy mi na tym, żeby zawsze był jak najbliżej, żebym mógł się nim opiekować? A co jeśli... Nie, na pewno nie. Nie mogłem się w nim zakochać. To niemożliwe. To jedynie braterska miłość. Tak. To na pewno to.
Z taką myślą wyszedłem w końcu spod prysznica, ubrałem czyste bokserki i wyszedłem.
- Hyung! Boże, tutaj jesteś... Myślałem, że coś Ci się stało. - napadł na mnie rozhisteryzowany maknae.
- Niby co miałoby mi się stać? - spytałem śmiejąc się.
- W sumie nie wiem, ale nie było Cię nigdzie... Ani w pokoju, ani w salonie... - dopiero teraz spostrzegł, że jestem w samych bokserkach i odsunął się ode mnie ślicznie się rumieniąc i spuszczając głowę. Ja także trochę się zawstydziłem...
- No, ale widzisz, jestem cały. - uśmiechnąłem się i poczochrałem jego starannie ułożone włoski. - Teraz idę chyba się dalej położyć spać. W sumie chyba nie ma sensu czegoś robić i tak jest już późno. Dobranoc Jongie. - uśmiechnąłem się do niego jeszcze raz i zacząłem iść do swojego pokoju. Nagle poczułem uścisk na swoim nadgarstku. Odwróciłem się zdziwiony do Lee.
- H-Hyung... Czy... Czy mógłbym dzisiaj też u Ciebie spać? - zapytał, a ja zdziwiłem się jeszcze bardziej.
- Dlaczego? Przecież Twój pokój jest już wolny. - próbowałem spojrzeć na jego twarz, lecz dalej miał ją opuszczoną.
- No ale... Ale u Ciebie śpi mi się lepiej... Jeżeli nie chcesz, to możesz powiedzieć, że nie, ja nie chcę sprawiać Tobie jakiegokolwiek kłopotu. - zaczął wymachiwać rękami i tłumaczyć się, na co się jedynie zaśmiałem.
- Możesz przychodzić do mnie spać kiedy tylko chcesz młody. - uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem radosne iskierki w jego oczach.
- Kamsa! - wykrzyknął i radośnie pobiegł do swojego pokoju.
Nie wiem co jest w tym człowieku, ale zawsze gdy go widzę, nie mogę się powstrzymać od uśmiechu.
W końcu wszedłem do swojego pokoju i ułożyłem się wygodnie na łóżku. Zacząłem rozmyślać znowu o tych wszystkich dziwnych uczuciach. Nie potrafiłem tego ogarnąć. Pierwszy raz w życiu się tak czułem. Pomyślałem, że może jutro uda mi się pogadać na spokojnie z Dongwoo. W końcu robi za drugiego psychologa w naszym dormie. Nie wiem czy mi coś doradzi, ale zawsze warto spróbować. Raz się żyje.
Nie wiem ile czasu minęło, ale usłyszałem ciche skrzypnięcie drzwi i do środka nieśmiało zajrzał Jongie.
- Co Ty tak się chowasz? Wchodź. - wstałem, żeby tym razem zasłonić okna. Kolejny raz śniadania tym idiotom robić nie będę.
- Hyung... Na pewno nie będę Ci tutaj przeszkadzał? W końcu Twoje łóżko jest małe, pewnie będzie ciasno. Nie chcę, żeby było Ci niewygod...
- Młody, skończ gadać głupoty i po prostu kładź się spać. - zaśmiałem się i spojrzałem na niego. Miał na sobie piżamkę w urocze małe kotki.
- No dobrze, dobrze... - położył się, a zaraz i ja ułożyłem się wygodnie obok niego. - Ale na pewno...? - zamknął się, kiedy tylko na niego spojrzałem.
- Śpij i nie marudź, bo zaraz naprawdę zaniosę Cię do Twojego pokoju. - zaśmiałem się.
Sungjong zaczął się wiercić szukając najwygodniejszego sposobu leżenia. Niestety zbyt wiele miejsca nie było. W pewnym momencie spojrzał na mnie niepewnie.
- Myungsoo-hyung, czy... czy mogę się do Ciebie przytulić? - zamarłem. Normalnie nie miałbym nic przeciwko, ale zważając na to, co działo się w mojej głowie... Po prostu nie wiedziałem, że to pytanie wywoła u mnie taką reakcję. Serce przyśpieszyło, zacząłem delikatnie się trząść i robiło mi się na zmianę zimno i gorąco.
- J-jasne, oczywiście. - powiedziałem lekko drżącym głosem, modląc się, żeby tego nie zauważył.
- Coś nie tak? Coś się stało? - spytał trochę przestraszony i zmartwiony.
- Nie, nie. Wszystko okej. - uśmiechnąłem się, doprowadzając się do normalności. - Chodź tutaj. - rozłożyłem ręce, a on wtulił się we mnie delikatnie. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Bardzo dziwne. Tak, jakbym miał w ramionach cały świat, albo nawet i więcej. Pogładziłem go po włosach i policzku, a on na to tylko mocniej do mnie przylgnął.
- Dobranoc hyung.
- Dobranoc Jongie.
Nawet nie wiem, kiedy oboje zasnęliśmy.
~*~
- Ej, chłopaki! Chodźcie zobaczyć jakie gołąbeczki tutaj nam się wylegują. - obudził mnie krzyk Woohyun'a, który stał w drzwiach do mojego pokoju i uśmiechał się patrząc na wtulonego we mnie Sungjong'a.
- A Ciebie co tak śmieszy? - warknąłem do niego. - Nie dasz nawet ludziom w spokoju pospać.
- Sunggyu kazał mi Was obudzić, więc budzę. - zaśmiał się znowu. Chyba dźwięk jego głosu stanie się najbardziej znienawidzoną rzeczą w moim życiu.
- Dobra, już wstaję, wstaję. Tylko powiedz mi, po co Sunggyu kazał nas obudzić? - spojrzałem na niego.
- Podobno mamy mieć trening. - skrzywił się, gdy wypowiadał ostatnie słowo.
- Trening? Przecież mamy wolne. - powiedział równie niezadowolony maknae.
- O, drugi gołąbek się też już obudził. - znowu ten od paru sekund znienawidzony przeze mnie dźwięk.
- Woohyun, proszę Cię, idź już sobie. My zaraz zejdziemy, nie musisz nas pilnować. - uśmiechnął się tylko i wyszedł z mojego pokoju. Odetchnąłem z ulgą i z powrotem położyłem się na miękkiej poduszce.
- Chyba naprawdę musimy już iść, no nie? - spojrzał na mnie tymi swoimi oczkami, wstał, przeciągnął się i wyszedł z pokoju.
Poleżałem tak jeszcze kilka minut gapiąc się bezczynnie w sufit. W końcu zebrałem się w sobie i wstałem. Wykonałem wszystkie poranne czynności i zszedłem na dół, gdzie czekało mnie jakże ciepłe przywitanie.
- Dłużej się nie dało? - warknął na mnie Hoya, który chyba po prostu chciał już ten trening mieć za sobą i móc dalej wylegiwać się przed telewizorem.
- Nie, nie dało się. Przepraszam, że zawiodłem Twoją skromną osobę. - nie zaszczyciłem go nawet moim spojrzeniem. Chyba nie miałem dzisiaj humoru i wszyscy zdążyli to właśnie zauważyć.
- Dobra, chodźcie na salę, bo się jeszcze pozabijacie. - przerwał nam lider i zaprowadził nas do piwnicy, gdzie mieliśmy własną salę treningową. Rozejrzałem się po sali, a potem spojrzałem na każdego z nas. Widać było, że żadnemu nie chce się tu siedzieć i ćwiczyć. Ale niestety nie mieliśmy zbytniego wyboru.
Po krótkiej rozgrzewce, którą poprowadził jak zwykle Hoya, zaczęliśmy trening. Stwierdziliśmy, że skoro i tak nam się nie chce, to nie będziemy robić jakiegoś strasznie długiego treningu, więc przećwiczymy jedynie układy do "Destiny", "Be mine" i "The Chaser".
~*~
- Chce mi się pić! - zaczął marudzić Sungyeol po skończonym prawie trzygodzinnym treningu.
- Trzeba było wziąć wodę ze sobą... - skwitował to Sungjong i podszedł do mnie. Sungyeol wystawił język w jego stronę, ale maknae już nie mógł tego zobaczyć.
Usiadł koło mnie w rogu między lustrem, a ścianą i spojrzał na mnie znowu w taki sposób, że można było się rozpłynąć.
- Coś Cię gryzie. - to nie było pytanie. Spojrzałem na niego. W jego oczach znowu dostrzegłem troskę.
- To nic takiego Jongie, nie martw się. - uśmiechnąłem się delikatnie.
- Wiesz, że zawsze możesz przyjść do mnie się wygadać, wypłakać, powiedzieć co Cię trapi... - mówiąc to, coraz bardziej przybliżał się do mnie, a ja starałem się zachować tą samą odległość, więc w pewnym momencie prawie położyłem się na parkiecie. Westchnął.
- Czyli to coś dotyczy mnie. - wyraźnie posmutniał. Nie chciałem tego.
- Nie, Jongie... To znaczy tak, ale... Daj mi po prostu czas, żebym ogarnął to wszystko w mojej głowie najpierw sam, dobrze? - spojrzałem na niego, a w jego oczach teraz dostrzegłem obok smutku także ból.
- Dobrze, ale jak coś, to ja zawsze jestem. - uśmiechnął się, wstał i wyszedł z sali. Jeszcze nigdy nie widziałem u niego tak bardzo wymuszonego uśmiechu. W sumie nigdy u niego takiego nie widziałem. Jego uśmiech zawsze był taki szczery, radosny, pełen życia. Musiał naprawdę wziąć to do siebie. Powinienem zdecydowanie uważać na to co robię.
Wstałem i również wyszedłem z sali. Postanowiłem poszukać Sungjong'a i wyjaśnić mu to wszystko. Już nawet nie będę o tym wszystkim rozmawiał z Dongwoo, skoro tak wszystko się potoczyło.
Zapukałem do pokoju maknae i wszedłem. Siedział przy biurku i zawzięcie pisał coś w zeszycie.
- Przeszkadzam Ci? - spytałem niepewnie. Obrócił się na krześle i przez chwilę zdawało mi się, że wiedziałem w jego oczach iskierki radości na mój widok.
- Nie, oczywiście, że nie. - zamknął zeszyt i schował go do jednej z szuflad w meblu.
- Ja chciałem Cię przeprosić za moje zachowanie. - opuściłem głowę.
- Przecież nie masz za co przepraszać. Każdy może mieć gorszy dzień. - uśmiechnął się pocieszająco.
W tym momencie w moim umyśle zaczęła się walka. Nie wiedziałem czy powiedzieć mu o swoich wątpliwościach, przypuszczeniach, uczuciach... Bałem się jego reakcji, ale także byłem jej ciekawy. Miałem totalny mętlik w głowie. Zacząłem bawić się palcami, co zawsze robiłem, kiedy byłem zdenerwowany, albo nie chciałem po sobie czegoś pokazać. Sungjong patrzył na mnie zaciekawiony, ale jednocześnie zmartwiony. Bałem się, że jeżeli mu o wszystkim powiem, on po prostu powie, że jestem nienormalny, co ja sobie wyobrażam i lepiej, żebym już nigdy się do niego nie zbliżał. Nie chciałem tego... Tak bardzo nie chciałem go stracić...
Poczułem jak moje oczy zachodzą łzami.
W tym momencie zdecydowałem. Nie chcę go okłamywać. Powiem mu co leży mi na sercu i umyśle od kilku dni. Najwyżej będzie uważał, że jestem stuknięty.
Wziąłem głęboki oddech i podniosłem wzrok. Spojrzałem na chłopaka przede mną.
- Chyba muszę powiedzieć Ci coś ważnego... Bardzo ważnego.
Moje oczy dalej lśniły łzami.
Od niedawna zaczelam czytac opowiadania o tematyce kpopu i korei. I w sumie zazdroszcze ludziom tego ze umieja pisac tak przepiekne opowiadania a tym bardziej ze umieja opisac dana sytuacje *.* sama niedawno zalozylam bloga z opowiadaniami, jesli masz czas i checi to zapraszam ^^ : http://lovinginside.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na nastepny rozdzial ;)